po co mieszkać w nowym, jak można w starym?

Czołem.

Jesteśmy szurnięci. Sprzedajemy nowowybudowany dom z widokiem na jezioro, żeby wyremontować stary, schowany w dolince, z pękającą ścianą, wypłukaną spoiną w fundamentach i więźbą dachową do wymiany.  Dlaczego?

Bo stary dom ma charakter. Często się tak mówi, ale co to znaczy dla mnie? Nie chodzi tylko o piękno dawnej estetyki, o widoczne ślady historii. Charakter człowieka to jego schemat zachowań, przyzwyczajenia i predyspozycje. A charakter domu to jego układ pomieszczeń, przyzwyczajenia i predyspozycje. Budując nowy dom, możesz zrobić prawie wszystko. Chcesz mieć kuchnię otwartą na kryty basen – proszę bardzo. Chcesz mieć duże okna? Nie ma sprawy. A stary dom jest jak stary człowiek – taki już jest i nic z tym nie zrobisz, możesz się jedynie dostosować. I te dostosowywanie się szalenie mnie pociąga.

Stary dom ma też stare otoczenie, co jest równie wartościowe, jak nie bardziej. Stare drzewa owocowe, odrobinę zdewastowana ziemianka, pozostałości fundamentów… To wszystko widziało historię na własne oczy. Na tych jabłoniach bawiły się kiedyś dzieci, które są dziś dziadkami, albo może już nawet nie żyją. Z tych jabłek ktoś robił kiedyś pyszną szarlotkę. W tej ziemiance być może ktoś przeżył wojnę.  W tej stodole mogło być spłodzone jedno pokolenie rodziny X. Powiew wiatru znad wzgórz Dylewskich przynosi nowe przypuszczenia. Cudowne jest odkrywanie pamięci miejsca.

„Świat” wmawia nam, że nowe jest lepsze. Że nowe jest bardziej ekscytujące. Że nowego pragniemy, nowego potrzebujemy.  Nowa matura, nowe perspektywy, Nowe Miasto Lubawskie.

Tyle, że ciągle żyjemy na tej samej starej kulce ziemi i przeżywamy od nowa tą samą starą tragedię, niczego się na błędach minionych pokoleń nie ucząc. Konflikty zbrojne są nieustannie i tylko Bóg jeden wie, kiedy będzie kolejny, światowy.

 

Reklamy