Slow life na wsi. Prawda czy utopia?

Mieszkam na wsi od ponad 3 lat. Przeprowadziłam się tu z miasta, w którym się urodziłam i całe życie mieszkałam. Nigdy nie spędzałam wakacji na wsi, bo nie miałam u kogo. Choć ze względu na kilkunastoletni romans z harcerstwem i od dziecka styczność z końmi, nie jestem typem wielkomiejskiej wyjadaczki, to jednak nazwijmy sprawy po imieniu – jestem mieszczuchem. Mój mąż jeszcze większym. Zatem jak wygląda hasło „slow life” okiem mieszczuchów przeteleportowanych szybką półroczną budową na wieś?

Życie na wsi rzeczywiście płynie wolniej. Ale nie musi to oznaczać, że nasze życie dostosuje się do tego rytmu z samego tytułu przemeldowania. Gdzieś na tej stronie użyłam takiego sformułowania, że pragnę zainspirować innych do życia, a nie tylko mieszkania na wsi. I jest to cel, który stawiam przede wszystkim sobie.

Plan dnia wyznacza słońce. Życie poza miastem to nieoczekiwane dostosowanie swojego rytmu dnia do wschodu i zachodu słońca. Nawet jeśli nie masz zwierząt hodowlanych, choć my mamy, co potęguje ten stan, to Twoja obecność na podwórzu jest uwarunkowana słońcem. Na wsi jest zawsze dużo do zrobienia. Wiele na zewnątrz. To rąbanie drewna, to ogród, to jakieś naprawy. Nagle okazuje się, że długie jesienne wieczory naprawdę są długie. Ja osobiście je uwielbiam. Nigdy w mieście tego nie dostrzegałam, bo zawsze byłam bardzo aktywna i zajęta, a ta aktywność jesienią dzieje się w budynkach, więc mrok niczego nie zmienia. Na wsi jest inaczej.

Pory roku to nie tylko zmieniająca się pogoda. Jeżeli masz pracę sezonową, to bliżej Ci do modelu wiejskiego, ale jeśli masz stałą pracę, nie uzależnioną od pór roku, to ich cykliczność tak na dobrą sprawę niewiele wnosi do Twojego życia w mieście. Czy wiosna czy zima, trzeba dojechać do pracy, zrobić swoje i wrócić do domu. Zmienia się ewentualnie tylko czas dojazdu i komfort nośności warstw wierzchnich. Na wsi jest inaczej. Wiosna to czas intensywnej pracy, przygotowanie się na nowy sezon. Lato to czas ładowania baterii i pielęgnowania wiosennego wysiłku. Jesień to gonitwa, aby zdążyć ze wszystkim przed zimą – zapasy, drewno, zabezpieczenie budynków. Pory roku są dyrygentem tempa życia.

Wyostrzenie zmysłów. Brzmi to wszystko bardzo bajkowo, ale naprawdę życie na wsi wyostrza nasze zmysły i instynkty. Poprawia się węch i to znacznie. Szczególnie w stosunku do jedzenia. Wyostrza wzrok i spostrzegawczość. Nagle zaczęłam dostrzegać zwierzynę z odległości kilkudziesięciu a nawet kilkuset metrów, bo moją uwagę skupił nieoczekiwany ruch na zielonej tafli. Wyrabia się czujność w obserwacji i przewidywaniu pogody.

Poprawa jakości życia. W naszym przypadku wyprowadzka na wieś wiązała się z totalną zmianą przyzwyczajeń. Przestał istnieć dla nas np. telewizor. Jedzenie, wcześniej traktowane bardzo po macoszemu, stało się bardzo ważną częścią naszego życia. I nie chodzi tu o obżarstwo, ale o skupienie uwagi na tym co jemy (skutek wyostrzenia zmysłów) oraz celebrację wspólnych posiłków. Z przeciętnie odżywiających się polaków staliśmy się już prawie (kwestia czasu) weganami.

A wszystko to wydarzyło się pomimo tego, że nasz rytm nie jest rytmem wsi. Nowicki, jako przedsiębiorca w absorbującej branży budowlanej, jest wciąż w rytmie miasta. Ja jako jego żona i głównie gospodyni, dostosowuję się do rytmu rodziny. Córa chodzi do przedszkola w godzinach od – do, więc nasze życie wciąż jest życiem podmiejskim. A jednak jego odbiór i jakość zmieniły się nie do poznania. Naszym marzeniem jest żyć na wsi, a nie tylko na niej mieszkać, dlatego właśnie sprzedajemy ten nielichy dom ze zdjęcia i zamierzamy przeprowadzić się do hadziajstwa. Bo życie bez kredytu zmienia priorytety i potrzeby. My pragniemy potrzebować mniej dóbr, których i tak nie pragniemy. Jeżeli wydaje Ci się, że wyprowadzka poza widok mknących ulicami ludzi i pojazdów zmieni Twoje życie to masz rację i jej nie masz. Niemal na pewno zmieni się to, co opisałam powyżej. To dużo. Naprawdę dużo. Ale od mieszkania na wsi, nawet na totalnym zadupiu, a my tak podobno mieszkamy, nie staniesz się bohaterem powieści Małgorzaty Kalicińskiej „Dom nad rozlewiskiem”, w której zresztą przed budową zaczytywałam się z uwielbieniem. Twój świat nie stanie w miejscu jeśli nie zaciągniesz ręcznego hamulca. Ten hamulec jest w sposobie myślenia i przyzwyczajeniach, a nie miejscu zamieszkania.

Powodzenia w spełnianiu marzeń! Ja zamierzam je zrealizować i za rok o tej porze wekować plony lata. A tymczasem piszę bloga i sprzątam dom na kolejne oględziny.

 

 

Advertisements

7 Comments

  1. Dorota

    Mam hektar ziemi z budynkami na skraju Puszczy Noteckiej 7km od miasteczka w którym mieszkam. W latach 2009-2011 trzymałam tam mojego konia. Po 12 bycia razem pomogłam mu odejść na wiecznie zielone pastwiska. Odszedł właśnie Tam. Codzienne wizyty u niego, dostarczanie wody w butelkach spowodowały we mnie pewnego rodzaju zmianę. Nie zraziłam się prawie codziennym odśnieżaniem 500 metrów lasu żeby do niego dojechać, przeciwnie… nigdy nie byłam tak zdrowa jak wtedy. W 2012 urodziłam drugą córkę. Postanowiliśmy z mężem (mieszczuchem z urodzenia) a od 15lat mieszkańcem małej miejscowości że zamieszkamy w lesie. Tej jesieni wykopaliśmy wodę, wiosną ruszymy z remontem. Sporo jest zrobione ale nie na tyle żeby zamieszkać z dziećmi. Później będą konie :). Chciałabym móc pokazać Pani zdjęcia Naszego Świata. Może zainspiruje mnie jakaś cenna rada „co dalej” :).
    Pozdrawiam

    Lubię

    • Piękna historia! A więc mam nadzieję, że będę miała sposobność zobaczyć te zdjęcia, a przedecwszystkim pogratulować po wszystkim bardzo dziękuję za ten komentarz. Oczywiście Wam kibicuję i wspomnę w modlitwie ;). Powodzenia!

      Lubię

  2. Justy

    Bede śledziła Pani blog,i zycze powodzenia w realizacji marzen.Mieszkałam na wsi 22 lata i marzyłam by mieszkac w miescie ,i pokochałam ten zgiełk.A teraz dostalismy ziemie na wsi i moj mąz stwierdził ze czas powrotu ( mojego) na wies,czy sie Nam to uda ….mhmhm…nie odpowiem ,ale cos Mnie tam z powrotem ciągnie…i tez marze o wekowaniu na drewnianym stole,ale na razie przeraza Mnie chwast do kolan….
    pozdrawiam
    Justy

    Lubię

  3. Basia A.

    Szanowna Siudemko! bardzo podoba mi się Wasz nieco szalony pomysł mieszkania i życia na wsi, myślę, że to coś dla mnie 🙂 nie wiem tylko czy umiem sobie wyobrazić siebie pracującą w zawodzie (raczej w mieście) i żyjącą na wsi… ale może kiedyś
    pozdrawiam serdecznie i wyczekuje weków i zdjęć zwierzyny! (ja wekuje sklepowe gruszki i podglądam sikorki na słonecznikach)

    Lubię

  4. Oj tak, ciężko jest się wyrwać z miasta bo się człowiek rozleniwia i przyzwyczaja bardzo do wygódek, nawet jeśli nie są one potrzebne i porządane- ale jak sa pod ręką….hmmmm . Z drugiej strony uwiązanie do „hipotecznego” też jest brzemieniem wielu z nas i czasem nie ma szans ( zwłaszcza przy franku 3,5 ) się go pozbyć. Jak to było w jednym kabarecie -> ” i ślubuję ci kredycie na życie, że cię nie opuszcze aż do końca…. ” Ale przyjdzie i na mnie czas :o) a was będę podglądać …

    Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.