Pierwsze badanie dachu, co to się na Mazurach wali.

Dziś mąż pojechał na nasze hadziajstwo z kolejnym branżowcem. Tym razem był to dekarz Cieślak. Pan Cieślak ułożył nam dachówkę na naszym obecnym domu, super tani nie był, ale na rzeczy się zna, a jego powiedzenie brzmi „Dach to nie łódź podwodna”. Na szczęście nasz puki co nie przecieka.

Pan Cieślak słynie również z zamiłowania do staroci, zatem wzbudza tym samym nasze zaufanie, że nie będzie kolejnym odwodzącym nas od raz obranego kierunku, co jak pisałam w poście „Szukajcie, a znajdziecie…” jest bardzo ważne na początku drogi do własnego starego domu/gospodarstwa.

Pan Cieślak orzekł, że dach jest w stanie wcale nie takim najgorszym, więc tytuł bloga od dziś traktujemy jako metaforę i, że „będzie Pan zadowolony”. Całej więźby wymieniać nie trzeba, tylko pojedyncze krokwie. Odeskowanie do zdjęcia i wykorzystania na podłogi, a dach otrzyma membranowe wdzianko i dopiero na nowo swoją starą dachówkę. Może zdecydujemy się wtem na docieplenie poddasza przez kosmitów w skafandrach, miotających ciepłochronną, oddychającą pianką? Jeszcze zobaczymy.

W każdym razie sami układać tej dachówki na nowo nie będziemy, bo oboje mamy lęk wysokości :), a poza tym dach lubi być założony szybko, a stara poniemiecka dachówka lubi płatać figle w odniesieniu do kompatybilności z sąsiadującymi dachówkami, więc trzeba mieć nie lada wprawę, żeby temu w ogóle podołać. Zatem zdamy się na fachowców. W końcu dach to nie łódź podwodna…

Reklamy

2 Comments

Możliwość komentowania jest wyłączona.