mieszkaj pięknie, albo szczęśliwie (?)

Przewrotnie zaczynam, wiem. Ale kto mnie zna, czytał moje wcześniejsze blogi, wie, że tak lubię. Od dłuższego czasu borykam się z pewną zagwozdką logiczną. Nie jestem wielką bywalką blogosfery parentingowej (tej o dzieciach, dla tych co nie są jej bywalcami wcale), ale jestem z rocznika w którym większość moich koleżanek, albo ma już dzieci, albo niedługo mieć będzie. Więc fejsbuki proponują różne linki, a ja czasem jak ta durna koza się w nich gubię. A, że niczym sroka gnat wyłapuję ładne zdjęcia ładnych wnętrz, trafiam jednorazowo na blogi perfekcyjnych mam perfekcyjnych dzieci w perfekcyjnych domach. I karmią te obrazki moje oczy spragnione piękna. Bo przecież u siebie w domu się tak nie nakarmię. I podsycają me estetyczne pragnienia, a potem pukam się w głowę i słysząc głuchy odgłos wyję w tą brzydką, bo nie pod kolor ścian poduszkę – „jak to jest możliwe?!?!”. Najchętniej bym Wam zapodała jakiś zdjęciowy przykład, ale jeśli trafię na kogoś z niedoborem dystansu do siebie to jeszcze urażę, więc pozwólcie, że będę najbarwniej jak umiem opisywać. Kto widział choć raz podobną stylizację, będzie wiedział o czym rzecz. Wyobraźcie sobie pokój kilkuletniego dziecka. Takiego, które będąc na etapie poznawania świata, uwielbia przynosić z lasu szyszki i robi z nich kolekcje. Takiego, które rozpiera twórczość i ciągle coś rysuje, wycina, koloruje. Takiego, które ma dziadków, ciocie, wujków i dostaje spontaniczne prezenty (…o cholera, opisałam swoje dziecko). Taki mały człowiek ma całe stosy rzeczy. Wiele z nich trwa w czasie stosunkowo krótko, jak balony, patyczki z lasu, czy mniej dopracowane rysunki, ale trwa… Jak to jest możliwe, że pokój analogicznego dziecka wygląda tak, że na niewielkiej, dizajnerskiej półce na zabawki, znajdują się 2 lalki typu Tilda od lokalnych rękodzielniczek, 3 inne limitowane zabawki, dwie książeczki i zestaw klocków? Jak to możliwe, że białe biureczko nie jest pomazane flamastrami, a poszewki na poduszki wyglądają jak świeżo wyprasowane? Jak to możliwe, że dziecko zgodziło się na szare ściany, szarą podłogę, białe meble i kilka szarych poduszeczek z kolorowym wzorem?!?! Nie wiem. Pragnę znać odpowiedź. Mogę nie zapytać mojego dziecka jaki chce mieć pokój i urządzić go po swojemu, ale wydaje mi się to nie w porządku. Mogę coś zasugerować, może przepracować lekko na swoje, ale nie namówię mojej kochającej róż, fiolet i miętowy córki na szary pokój. Musiałabym ją czymś nafaszerować, żeby się zgodziła. Prawie wszystkie zabawki, które dostaje, dostaje „z zewnątrz”. Mogę być największą orędowniczką rękodzieła, ale dziadkowie kupią chińskie w supermarkecie. Jak to zrobić, żeby dziecko miało tylko dizajnerskie zabawki? Może kupować rękodzieło i podmieniać dzieciakowi każdą otrzymaną rzecz, aż wyrobi w sobie „gust”? Albo grzecznie podziękować rodzinie i znajomym za ich dobre chęci i nie przyjmować prezentów nie wpisujących się w mój projekt pokoju dziecięcego? A co z wszędobylskimi pracami plastycznymi? Od razu wyrzucać? Czy po prostu wyodrębnić w domu oddzielne pomieszczenie na te ludziki z rolek po papierze toaletowym, zwierzątka z plasteliny i ozdobione papierowe samoloty, które estetycznie nie wpiszą się w dziecięcy pokój w stylu skandynawskim? A może dać dziecku przydział 3 kartek na tydzień? A może po prostu zapiać dziecko na tyle zajęć pozaprzedszkolnych/pozaszkolnych, żeby przychodziło tylko zjeść kolację i spać, wiec pokój będzie mógł być w nienagannym stanie, a weekend i tak spędzić poza domem… Przemawia przeze mnie zazdrość? I to jeszcze jaka! Marzę o takim ładzie i harmonii jak na przykład tu, u Karoliny. Nie chodzi mi o estetykę. Czy ściana jest błękitna, biała czy szara. Nie chodzi o kolor mebli i podłogę, to nie ma teraz znaczenia. Projektowanie mnie rozpiera, mogłabym zaprojektować na 1000 sposobów, żeby było pięknie. Ale jak tu żyć?

Fotografia z bloga houseloves.com.

Ja nie umiem. Moja córka też nie… Może mamy jakiś defekt? Może nam czegoś brakuje? Ale jeśli mam wybierać między piękną aranżacją wnętrza, a swobodą przebywania w nim, to wybieram to drugie. Nie powiem, że źle się patrzy, gdy wypucuję chatę na błysk jak przed przyjazdem teściowej (i puszczam tu do mojej teściowej oko, bo akurat nikt jak Ona zna moją porządkową nieudolność ;)). Kiedy na stole zagoszczą świeże kwiaty, a na sofie misternie ułożone poduszki… pięknie się patrzy. Tylko strach się wtedy poruszać, żeby tej misternej kompozycji nie zepsuć. Wszyscy wstrzymujemy na pół dnia czas oddech, bo dłużej w naszym domu taki stan nie potrafi się utrzymać, a potem wracamy do normalnego trybu, w którym dom znów staje się miejscem życia, a nie „żywym” obrazkiem z magazynu wnętrzarskiego. Konia z rzędem temu, kto umie żyć w takim porządku i zdradzi mi sekret bycia sobą w pięknie wystylizowanej pocztówce. Koś z Was umie?

Reklamy

8 Comments

  1. Monika

    A ja jeszcze rok temu marzylam o salonie wolnym od zabawek,patyczkow,klocuszkow ,pileczek,auteczek itd…dzis na mojej pieknej lampie wisi lancuch kolorowy,ktorybwspolnie z Frankiem przygotowalismy w chwili samotnosci-czeka na choinke..ma okolo 2m dlugosci…i jak ja mam synka wygonic do jego pokoju,kiedy on mowimdo mnie non stop i wspolnie wszystko robimy…wiec mam stresa jak ktos niespodziwanie nas odwiedzi,bo albo nadepnie na mini lego,albo usiadzie na mazaku itd…i jakmtu nie zwariowac??? Mnie tez zastanawiaja te wzorcowe kuchnie!!!

    Lubię to

  2. Karolina from HOUSELOVES

    hihi często słyszę takie pytania 😀 fajnie,że o tym piszesz 🙂
    wywołana do odpowiedzi tłumaczę:
    nie wiem jak to jest, że dzieci mają tylko designerskie zabawki, ale wiem, że moja Gabi (3 lata) posiada 2m komodę za drzwiami do pokoju pełną zabawek od babć i są właśnie za drzwiami abym nie musiała na nie patrzeć – Gabi nie narzeka. poza tym ja miłośniczka czystości i chowania wszystkiego z widoku, nie umiałabym żyć inaczej jak nie wprowadzając córce mnóstwa ilości pudełek, szaf, zamykanych komód, gdzie właśnie chowają się te brzydkie kolorystycznie zabawki. zresztą 3m czarną szafę trzeba do czegoś wykorzystać. gabi jest na tyle duża, że sama wyciąga zabawki, kiedy się bawi. dlatego w ciągu dnia w pokoju jest sajgon, a na wieczór przed snem sprzątamy razem. (czytaj chowamy rzeczy w schowki). kiedy była mała, sama robiłam jej sajgon z zabawek na środku pokoju 🙂
    jednak najważniejsze i trudne do zrozumienia jest to, że to zdjęcie to prawda. wiem jestem stuknięta 😀 wydaje mi się, że to jest kwestia charakteru domowników. ja jestem pedantką i estetką, a mój mąż nie odstaje – jak noże zmywa to na sztorc układa. choć jednocześnie jestem szałaputem (jakoś się to u mnie nie wyklucza). moja gabi odziedziczyła to po nas, bo nawet kapci krzywo nie postawi… ja czasami bardzo żałuję, że nie jesteśmy inny – normalni!!! 🙂 hihi 🙂 chciałabym z wieczora po prostu usiąść i nie musieć sprzątać po sobie i Gabi po całym dniu, ale nie mogę się zrelaksować w bałaganie… to choroba 😉 … nie polecam…
    zazdroszczę ludziom spontaniczności w życiu i ich nie ładu… szczerzę zazdroszczę…. szkoda, że oni przeważnie się przede mną tlumaczą kiedy ich odwiedzam, bo mówią, że mają bałagan – jakby wiedzieli, że u mnie zawsze wszystko posprzątane i to straszne dla mnie, że oni żyją inaczej…. chciałabym wtedy wykrzyczeć: ALE JA CI ZAZDROSZCZĘ tego bałaganu!!! na prawdę 🙂 ! ….ja niestety tak nie mogę mieć…
    zazdroszczę też mamą, które mówią, że ich dzieci bawią się całym mnóstwem zabawek i ich potrzebują. moja Gabi używa tylko kilku lalek, wózka, łóżeczka, szmatek i ciastoliny… nie zainteresują ją inne zabawki, jak się człowiek z nią nie pobawi…dlatego ma ich na razie mało i może dlatego łatwiej mi utrzymać czystość…. jak będzie później? sama mi powie… na razie oznajmiła, że chce tęczowy pokój z brokatem… ponieważ się budujemy będzie miała nowy pokój i będzie musiał jakoś być tęczowy… jak to zrobię, aby się jej podobało i jednocześnie mi (szalonej miłośniczce pięknych wnętrze) jeszcze nie wiem, ale będę główkować… 🙂 i się starać.

    jakoś czuję, że się tu tłumaczę… ale nie o to chodzi… po prostu jest okazja 😀 i może ktoś mnie zrozumie ? 😀

    Polubione przez 1 osoba

    • Dziękuję Ci Karolino za ten wpis, bo daje mi coś w rodzaju pokoju z faktem, że mój bałagan nie jest kwestią wyłącznie mojego braku organizacji, a raczej czegoś w rodzaju temperamentu. Próbowałam na milion sposobów pozbyć się z domu zbędnych rzeczy. Wprowadzić pudła pudełka, schowki i skrytki, aby jak najbardziej odgracić przestrzeń, bo tu dotykam pokoju dziecięcego nad którym wydaje mi się najtrudniej zapanować, ale rzecz się faktycznie tyczy całego domu. I nic z tego. Może bywa lepiej chwilami, ale generujemy bałagan z prędkością światła i nawet jeśli bywa twórczy to za tym artystycznym za chwilę pojawia się już ten, którego nikt nie lubi. Lubię porządek, ale nie umiem przedłożyć go ponad chwilę tu i teraz. Kiedy są u mnie goście zostawiam w zlewie gary po pitraszeniu i siadam do stołu rozmawiać z nimi, bo szkoda mi czasu na sprzątanie. Przecież nie ucieknie. A potem jest mi głupio, że goście muszą na to patrzeć (choć z reguły sadzam ich tyłem do kuchni ;)). Dziękuję za ten komentarz, bo dzięki niemu zrozumiałam, że życie w czystości i harmonii nie jest wynikiem zniewolenia siebie, a wyrazu siebie. Co trochę mnie zwalnia z prób osiągnięcia tego stanu, tylko nie wiem czy to na pewno nam posłuży 🙂

      Lubię to

  3. edyta

    Moje blizniaczki same decydują jaki kolor będzie na ścianach co powieszą na ścianach.Nie przeszkadza im,że meble nie są z jednego kompletu,kiedy coś nakleją na szafę to jeśli klej zostanie to nic strasznego nie będzie tylko zmyją i po sprawie.Jesienią kiedy jeszcze słoneczniki miały żółte płatki dziewczyny oberwały kilka płatków i na kartce ułożyły z nich kwiaty.W ten sposób zrobiły orginalne obrazki które nakleiły na szafę.

    Lubię to

  4. Kukomama

    Najpiękniejsze ściany w pokoju dziecięcym to te pomalowane, pisakami, farbkami ( pędzelkiem lub rączkami), kredkami przez same dzieciaki. U mnie tak było przez lata, a w pokoju ( dorosłej już) córki jest tak do dzisiaj, choć „malunki” mają już inny charakter.
    Tak trzymaj – i u Mani ma być miętowo z dodatkiem różu i fioletu.

    Lubię to

    • edyta

      Umnie dzieciaki tworzyły na ścianach kreski ,kwiatki,ufoludki i krowy.Swoje dzieła tworzyły z a pomocą długopisów,farb plakatowych, kredek,kredy i markera.Teraz starsze już nie malują ścian ale za to pałeczkę przejeło młodsze rodzeństwo 🙂

      Lubię to

  5. Kasia

    Zapewniam, ze ani Pani, ani Mania nie posiadacie żadnego defektu!!!!Ba, śmiem twierdzić,że jesteście jak najbardziej normalne w tym „nienormalnym”świecie – ja też nie umiałabym zabronić dzieciom przynosić do pokoju znalezioncyh „pięknych”kamieni, patyków, muszelek, ustawiania na półek wzdłuż i wszerz i w poprzek sterty „kurzzbierających” książek, składowania na półce w szafie ciuszków i akcesoriów jeździeckich, pachnących koniem i stajnią! To świat dziecięcych emocji, wrażeń, nowych odczuć i doznań, poznawania i uczenia się – i tak ma być!!!!

    Polubione przez 1 osoba

    • edyta

      Kinga i Karola przynosiły do swojego pokoju rózne żyjatka począwszy od biedronek,koników polnych.Kamienie też zbierają jeśli kamień ma ciekawy ksztalt,kolor to go zabierają ze sobą 🙂

      Lubię to

Możliwość komentowania jest wyłączona.