Budowlany rachunek sumienia, czyli „dobry Boże, już tego nie zrobię” Cz.2 – wielkie okna

Dom, w którym obecnie mieszkamy, czyli ten piękniusi, nowiutki, za kredycik, stoi w szczerym mazurskim polu. Wokoło hula wiatr i piękne widoki. Podczas planowania adaptacji gotowca Z98 marzenie miałam tylko jedno – otworzyć się na ten krajobraz. Wszędzie wielkie okna. Do ziemi. Z każdej strony wyjście na ogród. Niech dom i przestrzeń poprzez swobodną komunikację przenikają się.

I wszystko byłoby fajnie, gdyby nie moja niepohamowana miłość do zwierząt, a w szczególności wielkich i kudłatych psów. Kochanych psów. Niedźwiedzi, które lubują się ocierać mokrą od deszczu sierścią o te piękne, wielkie przeszklenia. A kiedy wielkie i piękne przeszklenia są świeżo umyte, wtedy z przyjemnością trącą je obłoconą łapką, żeby sprawdzić, czy się aby nie otworzą…

Siedząc z małym dzieckiem na małej stancji i spoglądając w mały komputer marzyłam o wielkich oknach. Marzyłam o przestrzeni i wolności. Pozorną wolnością był własny dom, pozorem nieograniczonej przestrzeni – wielkie okno. Tylko, że za własnym domem czyhał kredyt, a za wielkim oknem włachaty brudowniczy. Szkicując w mojej głowie rozwiązania wnętrzarskie, byłam gotowa pucować codzień szklaną balustradę, byleby tylko zrealizować architektoniczne marzenia. Za nic miałam opinie, że z pewnych rozwiązań lepiej zrezygnować ze względu na pragmatyzm utrzymania tego w odpowiednim stanie. Ja i pragmatyzm? We mnie kipi artyzm! Na pragmatyzm nie ma miejsca. Oh, jaka głupia byłam. Żaden we mnie artyzm, jedynie naiwizm.

Kupiłam sobie nawet nieprzeciętnie świetny Karcher ‚owski zestaw do mycia okien. Sprawdza się wyśmienicie, bo szyby myje, z moją dyskretną pomocą, błyskawicznie. Tylko, co z tego? Co z tego kiedy już tego samego dnia okna wyglądają niemal tak jak przed myciem? Gdyby nie było niedźwiedzi… kto wie? Może byłoby pięknie… Ale niedźwiedzie są i będą. I może jeszcze tabun dzieci – nie wiadomo. A okna lubią być czyste. Więc albo one, albo my.

Teraz marzę o wnętrzu, które nie absorbuje mnie swoją potrzebą prezentowania się wiarygodnie. Marzę o wnętrzu, które będzie wiarygodne nie zależnie od stopnia utrzymania porządku. W tym wnętrzu będą duże okna, ale nie do ziemi… Będzie podłogówka, ale nie wszędzie…

brudne-okno-tarasowe

brudne-okno-tarasowe-2

Post o podłogówce przyniósł takie poruszenie na blogu, jakiego w żaden sposób się nie spodziewałam. Bardzo dobrze się stało, dlatego, że skłoniło nas (mnie i męża) to do bardziej świadomej obserwacji i regulacji temperatury na podłogówce. Dzięki komentarzom pod postem możliwa była wymiana doświadczeń, bezcenna przy podejmowaniu kolejnych decyzji. Trochę podłogówce odpuściłam i choć nic jej nie mówię, daję jej jeszcze szansę.

Z czym jeszcze muszę się rozliczyć? Zaglądajcie. Trochę się na tej budowie nauczyliśmy…

Reklamy

10 Comments

  1. Tym tekstem obróciłaś w pył moją od dawna pielęgnowaną wizję przeszklonych ścian w domu, który właśnie odnawiamy. Nie wiem czy Ci dziękować czy się obrazić 😉
    Pozdrawiamy ( ja, moja druga połowa, dwa psy i dziecko 🙂 )

    Polubienie

  2. rakso98

    sie zgadzam. okno tarasowe w z98 mam jak w projekcie i dół wygląda jak łapy spaniela-błotny plusz! kot czasem sie powyciąga na szybce…sprawdzają sie okna w pokojach- duże jak w projekcie. nie mam firanek bo narazie brak sąsiadów wiec widac wszystko- a brudne okna to jakby brudny świat, wiec myc muszę. a duze okna do ziemi z firankam-dla mnie bezsens.własnie u ciebie wśród tych hektarów duże szyby mają rację. niedaleko mnie wybudowali 3 takie same chałupy-bracia i siostra z samymi szybami własciwie-od ziemi do nieba na 15 arach ogromne domy i pewnie bedą sobie do d… zaglądac. nie moja sprawa, ale jako ze mi zarzucili ze mam dom jak stodoła, to se tu napisałam… zreszta i tak najlepiej to wyjsc po prostu na trawe i wtedy czuje sie bliskosc natury, troche jak ognisko z ogniem który niemal dotyka a kominek z szybką….którą wiecznie trzeba myć.

    Polubione przez 1 osoba

  3. No to tak jak u nas! U nas co prawda nie są problemem okna, bo tych jeszcze nie wymieniliśmy , ale drzwi!. Nasze harpagany rozpędzają się prze całą długość korytarza i wbiegają na drzwi otwierając je z hukiem! Klamka to już nie przeszkoda – idealnie wymierzają trajektorie łapy otwierając sobie w mgnieniu oka…. Już sama nie wiem jak mich tego oduczyć 😦 Jeszcze drzwi mamy stare i nie jest ich tak bardzo szkoda, ale jak już pomyślę, że miałby tak robić z nowymi – no to już się boję :(((

    Polubione przez 1 osoba

  4. kesler

    Mam 3 okna tarasowe i 2 koty…..to połączenie, szczególnie jak popada, jest męczące, czasem już nawet tych okien nie przecieram przez dni kilka, bo i tak zaraz są uknocone. Aaaaa, zapomniałam dodać, że podobnie wygląda okno w kuchni, bo sierściuchy przecież i tam wskoczą. Znam ten ból :). Pozdrawiam

    Polubienie

    • Koty też mam :). Na okna z parapetami latem mam sposób – kwiaty. Koty mają niewygodnie i nie przesiadują. Zimą – jak mówisz :).

      Polubienie

  5. edyta

    U mnie dziwnym trafem podobnie jest z umytymi oknami jak u Was z ta tylko różnica ,że to dzieci a nie zwierzęta mają w sobie jakiś czujnik który mówi im,że sa czyste okna i można pieczątki z rąk postawić.

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.