Slow life, czyli życie po woli.

W języku angielskim znaczenie wydaje się być oczywiste – „slow” oznacza brak pośpiechu, „life” to życie. Ale język polski jest dalece bardziej wieloznaczny. Życie powoli. A po woli? Czyli najpierw jest wola, a potem jest życie wg tej woli. Wola ma to do siebie, że jest świadoma. Nie można wyrażać własnej woli, bez świadomości tego, czego się pragnie (woli). Chyba, że wyraża się czyjąś wolę i według niej żyje. Ale człowiek wolny żyje według swojej własnej woli. Bo jest wolny. Zabawne, że wolny jako nie zniewolony i wolny jako nie pośpieszny to w języku polskim wciąż człowiek WOLNY. Dwuznaczeniowość tego słowa jest głęboka.

Ludzie mówią, że dla każdego coś innego będzie się objawiało jako wolność. Ale czy jest tak w istocie? Moim zdaniem tęsknota czy pragnienie wolności jest w każdym z nas i w każdym z nas dotyczy tej samej wolności. A wolnością jest możliwość bycia sobą. Brzmi trywialnie, ale w rzeczywistości to jedno z fundamentów prawdy. Jak to jednak z prawdą bywa, jest ona często atakowana przez nieprawdę. A nieprawda, aby wydawać się wiarygodna, jest zabarwiana prawdą. I w ten właśnie sposób sformułowanie „bycie sobą” zostało sprowadzone do pozornego przyzwolenia na wszelką nieprawość i dewiacje. Bo przecież nikt nam nie może zabronić „być sobą”. Tylko jest jeszcze ważniejsze pytanie – kim jestem? Czy jestem tym kim chcę być, czy jestem tym kim powinienem* być?

Prawda czyni Cię wolnym. To mądrość ponadwyznaniowa. Oczywistym jest dla nas, że np świadomość najgorszej prawdy jest lepsza niż nieprawda. Zapytaj rodzica, który od kilkunastu lat poszukuje zaginionego dziecka. Czy złudna nadzieja, że dziecko gdzieś tam żyje, tyle że z niezrozumianego powodu nie kontaktuje się z rodziną, nie chce dać się znaleźć, jest lepsza niż świadomość tego co się stało, nawet jeśli końcem tej historii jest konieczność pochowania ciała poszukiwanego? W sytuacjach ważnych pragniemy wyłącznie prawdy. Prawda jest jak współrzędne geograficzne, dla człowieka w sytuacji podobnej do Robinsona Crusoe. Dzięki prawdzie wiemy gdzie jesteśmy i na tej podstawie możemy wyznaczyć sobie drogę. Możemy ocenić dokąd chcemy i jesteśmy w stanie dojść. Przecież nie wytyczę sobie pieszej trasy na Madagaskar wiedząc, że znajduję się w samym środku Puszczy Piskiej.

Jak to się ma do nurtu slow life? Życie po woli to życie w prawdzie. Świadomie. To jest sednem wolnego i powolnego życia – świadomość. To, że będziemy gotować slow food, zrezygnujemy z telewizji i pracy w korporacji nie czyni nas wcale wolnymi, ani nasz lajf nie stanie się od tego sloł. To tylko skutki wyzwolenia świadomości, które same w sobie jej nie wyzwalają.

A skąd mamy wiedzieć co jest prawdą? Kiedy byłam ateistką, uważałam, że prawda jest subiektywna. Bo każdy ma jakąś swoją prawdę, której broni jako jedynej i słusznej, a każda z nich jest w jakimś miejscu sprzeczna z pozostałymi, więc nie może istnieć jedna prawda. I dzięki Bogu się myliłam. Bo kiedy Bóg mi się objawił w prawdzie o sobie zwanej Ewangelią, to wszystkimi komórkami ciała poczułam, że to jest właśnie prawda. Że Bóg jest Prawdą. To tak jakby całe moje życie było niekończącym się seansem pustych i abstrakcyjnych kreskówek, aż tu nagle w kinie został wyświetlony film dokumentalny, wyjaśniający to, że jestem w kinie, dlaczego w nim jestem, co w nim robię, kto jest ze mną w tym kinie, a przede wszystkim co jest poza kinem, a następnie jak z tego kina wyjść. A jedyną możliwością opuszczenia kina jest poproszenie Jezusa Chrystusa, aby Cię z niego wyprowadził. Jezus wyniesie Cię z kina na rękach, jeżeli nie będziesz mieć siły iść za nim. Wyprowadzi Cię na świeże powietrze i nauczy żyć naprawdę.

Nie weki w domowej spiżarni, nie własna produkcja warzyw w szklarni, ani nie praca na własny rachunek lub zupełna z niej rezygnacja… Nie brak telewizora, ani fejsbuka, nie umiejętność pieczenia chleba, ani nie własnoręcznie uszyte firanki. Nie edukowanie dzieci w domu, ani nie znajomość zielarstwa czynią nas ludźmi wolnymi, czy żyjącymi powoli, ale bliska znajomość z Bogiem. Tak bliska, że możemy do niego mówić Tato. A wszystkie powyższe, jeśli tego pragniesz, staną się prędzej czy później skutkiem ubocznym…

Chcesz wiedzieć więcej? Zacznij czytać Pismo Święte Nowego Testamentu. Nie chcesz, nie czytaj. Jeśli chcesz, zostaw komentarz. Jestem ciekawa Twojego zdania w temacie.

* powinienem być nie dlatego, że ktoś mi to nakazuje, lub ode mnie tego oczekuje, ale dlatego, że zostałem stworzony do tego by być prawdziwym sobą. A ambaras polega na tym, aby to odkryć.

Advertisements

2 Comments

  1. Podoba mi się ta dwuznaczeniowość słowa „wolny”. Skoro się nigdzie nie spieszę (jestem wolny), to znaczy że nie muszę niczego robić na czas, nie mam zadań do wykonania (jestem wolny). A kiedy zapierniczam w pracy jak dziki osioł (jestem niewolny), to nie mogę robić tego co robić bym chciał (jestem niewolny). Przykład z pracą nasunął mi się jako pierwszy – nie do końca chyba słusznie, bo ja pracuję u siebie, więc powinienem być raczej wolny niż niewolny. „Raczej”, bo o tym też wspomniałaś w tekście – robótki ręczne zachwalane przez rosnącą liczbę „fanów” na ig, fb itp. czy inne rzeczy robione „tak jak robiły to nasze babcie” nie sprawiają, że jesteśmy bardziej wolni.
    Wolność to coś więcej. Stwierdzenie, że wolność do stan umysłu/ducha, jest tak samo banalne, jak prawdziwe. Ja jednak nie potrafię wprost powiązać wolności z wiarą. Pewnie dlatego, że jestem na tej samej ścieżce co Ty, tylko że idziemy w innych kierunkach. Ty zaczęłaś wierzyć, ja wierzę od zawsze. Przestaję jednak wierzyć w to, że wiara której mnie nauczono jest dobra. Nie mam pewności, że Ewangelia to czysta prawda. Nie podobają mi się Ci wszyscy ludzie, którzy ustalili co jest, a co nie jest prawdą. Próbują nauczać miłości do bliźniego sami nie mając jej w sobie za grosz.
    Kończę, bo chyba zaczyna być nie na temat…

    Liked by 1 osoba

    • Fajnie, że czujemy ten temat, tą wolność, podobnie. Jeżeli chodzi o wiarę to wiadomo, nie jest to temat do wyczerpania, ani nawet tak naprawdę dotknięcia jednym komentarzem, czy jednym postem. Dzielę się tym jak jest u mnie, bo wiem, że wielu ludzi, podobnie jak ja swego czasu, szuka Boga, ale nie znajduje Go w kościele ani w religijnych doktrynach, więc odwraca się od Niego, sądząc, że albo Go nie ma, albo to Jego wina. Ja to doskonale rozumiem, bo to znam. I wiem też, że Bóg nie opuszcza tych, którzy go szukają.
      Boga nie szukaj w ludziach, bo zbyt wielu zasłania się Bogiem, realizując własne cele. Boga nie szukaj w doktrynach i religijnych rytuałach, bo Go tam nie ma. Jest tam tylko wykrzywione widmo prawdy o Nim. Najszybciej trafisz na Niego, czytając samodzielnie, bez czyjejkolwiek pomocy w interpretacji, Słowo Boże. Bóg sam Ci objawi to czego potrzebujesz, nawet jeśli będziesz czytał najbardziej zdymany przekład ever. Wystarczy, że poprosisz Boga o to. A gdybyś chciał sobie o tym i o tamtym i o czymkolwiek podywagować, zapraszam na maila.
      Dzięki za ten głęboki komentarz. Wiem, że w tym świecie ciężko się zdobyć na taką szczerość tak po prostu. Na trzeźwo ;).

      Lubię

Możliwość komentowania jest wyłączona.