Moda to nuda. O wnętrzach.

Kiedyś przeczytałam u MOJEJ Majki, że typowe białe wnętrza odrobinę ją nużą i pomyślałam sobie – „Majka!”. Tak. Tak sobie właśnie pomyślałam. Dla mnie to był początek odkrywania tych wnętrz i nie wyobrażałam sobie, że można wyznawać jakiekolwiek inne. Po dwóch latach od tamtego czasu już chyba wiem, co Majka miała na myśli.

Zacznę od tego, co uwielbiam w „białych” wnętrzach. To, że są idealnym tłem dla kolorów. A kolorów jestem spragniona jak osiedlowa ekipa w niedzielę rano. I pewnie dlatego me gusta mają szansę zawsze wokoło białych wnętrz krążyć. Tyle tytułem wstępu. Przejdźmy do części, która nie zostawi na mnie suchej nitki, gdy poleją się komentarze dotkniętych do żywego żywych przykładów. Ale co mi tam. Jestem solą tej ziemi (Mt. 5,13), a sól drażni, więc jeśli nie lubicie słonych potraw, nie siadajcie ze mną dziś przy tym poście.

Urządzasz mieszkanie? Prowadzisz bloga wnętrzarskiego? Więc musisz mieć: 1. szare ściany. 2. białą podłogę 3. białe meble. Jest od tego kilka ustępstw, ale jeśli wyłamiesz się z więcej niż jednego punktu, masz szansę na błyskawiczną metamorfozę, doprowadzającą Twoje mieszkanie do stanu zgodnego z aktualnym kanonem, a przy okazji podnoszącą statystyki Twojego bloga.

Jakieś cztery lata temu wszechobecny był styl chabby chic. Niemal wszystkie estetki masowo przecierały meble, wybierały waniliowe kuchnie i kupowały pierdyliard bielonych dekoracji. Aż tu przyszło olśnienie z północy. Kto bardziej krnąbrny szukał jeszcze spełnienia we wnętrzach w stylu loft, ale te szybko przeniknęły się wzajemnie z surową skandynawią. Bo przecież mają wiele wspólnych założeń, a dziś łatwiej udawać, że mieszkanie na zamkniętym osiedlu to drewniany domek niż opuszczona fabryka jednak, a metalowa lampa i tak będzie pasować. A Wy wiecie już pewnie do czego zmierzam.

Cała masa blogów traktujących o wnętrzach, a raczej wnętrzu, to kalka aktualnego trendu. Realizujące się dekoratorsko panie domu z mistrzowską precyzją rozkodowują panujący na salonach styl i przenoszą go do swojego… salonu, sypialni, łazienki… Jeżeli blog istnieje dłużej niż dwa lata, można już zauważyć „metamorfozy”, w których autorka nawraca się na jedyną słuszną estetykę i przecierane meble zeszlifowuje do surowego drewna, a bielone dodatki zastępuje metalowymi tabliczkami i naturalnymi dekoracjami. Wróżę, choć wróżbiarstwem się brzydzę, że za rok już każda Pani modnego domu będzie miała swój odnowiony fotel retro i kilka plakatów nad łóżkiem.

Najbardziej żal mi w tych modach mężczyzn. Wyobrażacie sobie nieogolonego, spoconego rąbaniem drewna mężczyznę we wnętrzu nafaszerowanym ramkami w róże i aniołki? Albo tego samego, rasowego faceta w sypialni w stylu glamour? Chyba właśnie o tych manekinach  śpiewała Danuta Rinn. Taki mężczyzna staje się ofiarą mody. Bo pani domu sobie wymarzyła. Bo pani domu się tak podoba. Bo znajomi też tak mają to i pani domu tak chce. Bo pani w domu się naoglądała w gazetach, naczytała w internetach, napatrzyła. A pan jest miękka fujara, że się tak godzi.

Popracowałam chwilę jako projektant i doprowadziło mnie to do pewnego wniosku. Uważam, że ludzie powinni urządzać swoje domy sami, bez pomocy projektantów. Moim zdaniem dla dobra wszystkich ten zawód powinien dotykać wyłącznie obiektów komercyjnych i omijać szerokim łukiem państwa Kowalskich. Cieszy mnie coraz wyższa świadomość inwestorów, zainteresowanie wnętrzami i samodzielność. I tak, zgadzam się, wolnoć Tomku w swoim domku. Jeśli ktoś chce „kalkować” okładki magazynków obcinając wydatki – jego sprawa. Dla dobra narodu to i tak lepsze niż wybór paneli na chybił-trafił w OBI. Tylko czy to już wystarcza do mianowania siebie ekspertem i rozdawania darmowych porad na grupach facebookowych? Albo do prowadzenia pseudoeksperckich blogów o wnętrzach? Projektantom to pracy nie zabiera, a nawet jeśli to na dobre im wyjdzie, ale… dokąd zmierzamy?

Czy naprawdę wszyscy jesteśmy tak do siebie podobni? Przypadkowo wszystkim nam podoba się ta sama stylistyka przez niemal ten sam okres czasu? Zacytuję samą siebie, bo kiedyś tak napisałam o tym, gdzie upatruję piękna we wnętrzu: Jestem miłośniczką wnętrz eklektycznych, wierząc, że najpiękniejsze wnętrza mieszkalne wyłaniają się same spośród zgromadzonych przez lata mniej lub bardziej potrzebnych składowych, kilku nieprzemyślanych decyzji, wielu zbiegów okoliczności, paru nieprzespanych nocy, dużej dozy smaku i jedynie odrobiny konsekwencji.

Ostatnio przeczytałam u Oli C’Ollage mądry wpis, w którym to Ola porusza między innymi problem eklektyzmu. I ma ona rację. A problem eklektymu jest taki, że nie jest on stylem i nie da się go rozkodować. Potrzebne jest wyczucie, którego nie da się wyuczyć. Jeśli komu brak takowego, niech korzysta sobie z tych kodów danej stylistyki. Ekspertów i mądrych nigdy nie brakuje, tylko głupich zawsze deficyt.

Moda ma to do siebie, że mija. Nie da się stworzyć ponadczasowego wnętrza w oparciu o modę. Nie da się. Te dwa pojęcia się wykluczają. Uwielbiam opisy blogowych „ekspertów”: moje mieszkanie to odzwierciedlenie mojego i męża gustu, klasyczne połączenia i ponadczasowa stylistyka, bo nie podążamy za modą. I na foteczce meble Ikea, panele w klimacie bielony dąb i romantyczne dodatki z sieciówek. Klasyka przewróciła się w grobie, a ponadczasowość urżnęła przy barze.

Zostawiam Was z moim „esejem” o nowoczesności, który zrobiłam jeszcze prowadząc bloga budowlanego podczas budowy siedliska na sprzedaż. Do następnego!

* fotografia z nagłówka to moja sypialnia w siedlisku na sprzedaż.

Reklamy

33 Comments

  1. folkmyself

    Coś w tym jest;] Do tego dzieci tak samo ubrane, panie klony i takie tam.

    Lubię to

  2. shoshana

    Część, podczytuje Twojego bloga od pewnego czasu i nurtuje mnie jedno pytanie- czy gdyby nie kredyt to czy również zdecydowalibyscie się na wyprowadzeń i odrzucenie wygodnego domu? Czy filozofia nowego życia obejmuje życie bez petli kredytowej czy po prostu zmiane sposobu życia i zarobkowania tak w ogóle? Przeciez w tym ladnym domku tez jestescie blisko natury. Pozdrawiam serdecznie

    Lubię to

    • Jest kilka powodów, które się na tą decyzję składają. Kredyt jest główną, ale nie jedyną. Decyzję o przeprowadzce dyktuje równie pragnienie zmiany zarobkowania. Siedlisko na kredyt to duży, wygodny dom o otwartych przestrzeniach. Idealny by cieszyć się urokami miejsca w którym stoi, ale zupełnie nie nadaje się do wykorzystania np. w celach agroturystycznych. Mamy kilka pomysłów jak przewrócić swoje życie do góry nogami (których na razie nie chcę zdradzać, ale z czasem się ujawnią), ale potrzeba nam do tego zaplecza w postaci budynków gospodarczych. A poza tym zawsze marzyłam o domu z duszą… :). Czy gdyby nie kredyt, zostalibyśmy w wygodnym domu? Nie wiem. Ten dom to odzwierciedlenie naszego sztachnięcia się tym, co „świat” stawia nam przed oczyma jako warte zachodu. Nie wiem, czy dałoby się po zrozumieniu tego co już zrozumieliśmy zostać tu, bez naginania się.

      Dzięki za wizytę i komentarz.

      Lubię to

  3. simplifepl

    „Co Ty na to Milordzie?” – no nie mogę 😀
    A tak poważnie to świetnie że poruszyłaś ten temat. Niestety to najprawdziwsza prawda, że przeglądając ostatnio blogi wnętrzarskie czasem mam wrażenie, że cały czas widzę to samo. Szare ściany, białe meble i koniecznie światełka na zagłówku łóżka. To nie sztuka skopiować, coś co już się gdzieś widziało. Sztuką jest znaleźć własny styl, określić co nam się podoba i w czym dobrze się czujemy i wprowadzić na swoje „salony” 🙂

    Lubię to

  4. Bardzo zadziorny wpis ale i sporo słusznych uwag. Dobrze jest dekorować dom tak jak nam się podoba a nie w sposób jak dyktuje nam moda. To my w nim mieszkamy i to nam ma się podobać 🙂

    Lubię to

  5. mania

    Masz rację moda przemija, styl zawsze zostaje. Wybudowałam dom w stylu wiejskim. Prowadze blog na „mb”i jestem tam indywidualistą, mój dom jest odmieńcem 🙂

    Lubię to

  6. nihiru

    No więc ja sobie własnie tłumaczę, że ja „nie podążam ślepo za modą”. Ja tylko „poszerzam swoje horyzonty”:D.
    Bo jak zaglądam do gazet sprzed 10 lat, to nadal podobają mi się te same zdjęcia co kiedyś. Ale oprócz tego, podobają mi się style czy zestawienia kolorów, które 10 lat temu były zapomniane albo nieznane, a teraz są odkrywane.
    Tak więc zgadzam się, że to co prawdziwie piękne, zawsze się obroni.

    Lubię to

  7. Pingback: Piętnasty poniedziałek da się lubić |

  8. O kurczę, przez przypadek wpisałam się w nadchodzący trend! Niedawno odnowiłam drewniany fotel na biegunach. Stoi w sypialni. Jestem trędi! Chyba to ten czas, by pomyśleć o własnym blogu wnętrzarskim 🙂

    Lubię to

  9. nihiru

    Ha, mocny tekst!
    Nie zgadzam się tylko w kwestii litości dla panów – im najczęściej i tak jest wszystko jedno, pod warunkiem, że pani sama szlifuje i maluje, nie angażując do tego jego osoby.

    Sama kiedyś wywołałam burzę na pewnym forum, pytając retorycznie „dlaczego, skoro absolutnie wszyscy kierują się swoim gustem a nikt nie kieruje modą, pare lat temu wszyscy malowani ściany na „soczystą pomarańczę”, potem na „stalowe magnolie” a teraz na biało?”
    Ja się wyłamuję i przyznaję otwarcie, że podążam za modą. Z tym że robię to w taki sam sposób jak z ubraniami. Tzn: nie trzymam się kurczowo jednego fasonu sprzed 10 lat, ale wybieram z aktualnej oferty to co mi pasuje. I tak np.; kuchnię i łazienkę robiłam 5 lat, u schyłku mody na schabby chic. Róż i aniołków nie ma i nie było, białe meble są, ale stylistyka dość odległa od obecnych trendów. Salon robi się w tej chwili, więc obowiązkowa galeria na ścianie jest i vintage’owe dywany się szukają. Ale za to nie będzie bardzo popularnych obecnie pasteli (nie lubię) i mebli mid-century (nie pasują).

    No i wbiję jeszcze swoją szpilę: nie zgadzam się, że eklektyzm jest ponadczasowy. Po prostu teraz jest moda na mieszanie, ale jestem więcej niż przekonana, że kiedyś wróci moda na pogardzane obecnie „kompleciki”:D

    Polubione przez 1 osoba

    • Bardzo prawdziwe jest to co piszesz i podoba mi się Twoja w tym zadziorność (bo sama jestem zadziorna ;)). Trzeba mieć odwagę, żeby się przyznać do sprawy tak oczywistej jak np. sugerowanie się modą. Poniekąd pewnie każdy się nią sugeruje, chociażby z tego względu, że urządzając dom kupujemy niektóre elementy wyposarzenia zupełnie nowe, a tychże wzornictwo jest zawsze podyktowane modą. Więc ludzi od niej zupełnie wolnych nie ma wcale. Pytanie tylko na ile moda kreuje nasz gust i na ile coś się w nas zakorzenia, a na ile jesteśmy zmienni jak moda. Bo można przecież zachwycić się czymś co nam lansuje moda, ale zostać wiernym temu kiedy ona już przeminie i być wiernym kiedy znów wróci. Zresztą wybieranie z mody tego, co jest zgodne z nami jest chyba najbardziej rozsądnym rozwiązaniem. W końcy moda to pojęcie bardzo szerokie. Modne są rozwiązania sezonowe, ale modne też ponadczasowe. Np. mała czarna jest zawsze modna. Więc jeśli ktoś się tak ubiera to jest i w zgodzie z modą i na przeciw jej. Temat mega złożony.

      A co do eklektyzmu, to i masz rację i jej nie masz moim zdaniem. Pewnie wrócą czasy na przekór eklektyzmowi, które nie będą go lansować, a rozwiązania odwrotne, czyli trzymanie się jednego stylu, spójność we wnętrzu, ale to nie dyskredytuje wnętrz eklektycznych jako ponadczasowych. Bo owa ponadczasowość moim zdanie wynika z tego, że wnętrze eklektyczne jest po prostu piękną kompozycją. Dlatego trzeba mieć do niego wyczucie, bo tworzy się coś w rodzaju scenografii, kolarzu, martwej natury. Jeżeli coś jest zgrabną kompozycją, to będzie nią niezależnie od panujących trendów.

      Dzięki za ten komentarz. Dla takich właśnie rozważań i spotkań warto pisać bloga. Mega motywacja.

      Lubię to

  10. rakso98

    Się zgadzam w pełni. U nas panuje trend „świecącej świetlistości”-od dachówki, lampek w ogrodzie, które oświetlają niezmienne i nudne zimozielone „ogródki”, po wszczechobecne ledy we wnętrzach, pozwalające trafic do wypoziomowanego wiszącego kibla, tudzież informują o ilości porów w skórze, ale które dzieki swej świetlistości pozwalają na ukrycie odbitych palóchów i plam na jarząch białych lub udających drewno meblach. Oby się siweciło i to wszędzie. Tak, żeby broń Boże nie było widać mieszkańców(oni życiem już tak nie błyszczą). To tez kompleks-kiedys u milordów świeciło złoto, teraz podróbka. Za dużo katalogów, zdjęć a za mało rozeznania. Oczywiscie hasło :” o gustach się nie dyskutuje” trzeba przy tych wizytach dodać, ale żeby mieć gust trzeba mieć rozeznanie (a nie tylko mojab…..pl)

    Lubię to

    • Hehe, na szczęście „choinkowe” wystroje ledami trochę się już przejadły, bynajmniej u tych co śledzą „trendy” mam wrażenie, ale tak było jak piszesz. Dokładnie tak.

      A co do gustów, o których podobno się nie dyskutuje to ostatnio toczyła się taka dyskusja na fb, albo na czyimś blogu – nie pamiętam, w której padło wiele zajebistych komentarzy. Konkluzja taka: a o czym kurwa dyskutować, jak nie o gustach? I od czego są niby gusta jak nie od tego, żeby je sobie wyrabiać i wyryfikować? A jak można inaczej sobie wyrobić opinię (bo gust to przecież opinia na temat estetyki) jak nie poprzez wartościowe dyskusje? Więc wszyscy „mądrzy”, co posługują się tym argumentem, używają go tylko i wyłącznie dlatego, że już wszystko wiedzą, a ich opinia=gust jest nie do podważenia. A, że widać gołum okiem, że mają gust chujowy mówią „to mój gust, z gustami się nie dyskutuje”, bo możnaby obalić owy gust jednym od niechcenia argumentem. Należy więc uciąć dyskusję zanim się pojawi ;).

      Dzięki za komentarz 🙂

      Lubię to

  11. Weszłam na tego bloga niedawno, poczytałam to to to tamto.. 🙂
    Bardzo ciekawe co piszesz, że to ludzie powinni sami sobie projektować mieszkania. Zgadzam się w tym prawie w 100%. 😉 Myślę, że zadaniem architekta(architekta!) wnętrz jest zaprojektowanie dobrej bazy pod “zmiany inwestorskie”, które będą następować.. Dobrze by było gdyby taki architekt posługiwał się architekturą do tego by tę bazę wytworzyć. Reszta..meble, obrazy, tkaniny, etc.. – zmienną jest i dobrze jeśli narasta, modyfikuje się, redukuje albo pęcznieje w miarę życia mieszkańców i zgodnie z ich potrzebami…

    Polubione przez 1 osoba

    • Przemiła to dla mnie wizyta! I dziękuję za ten ważny dla mnie komentarz, bo… pięknie ujęłaś to co kryje się w moim skrócie myślowym, że Inwestorzy powinni sami urządzać swój mieszkalny kąt. Mam duży problem w kondensowaniu myśli. Muszę się najpierw rozgadać/ rozpisać, żeby sama znaleźć jakiś koncentrat tego o co mi chodzi. Niestety funkcja myśleć przed mówić u mnie jest słabo rozwinięta ;).

      Następny tekst będzie rozwinięciem właśnie tego o czym tu rozważamy. Napiszę dlaczego tak uważam i skąd takie wnioski i zobaczymy do czego dojdę ;). Pozdrawiam i dziękuję za Twoją wizytę!

      Lubię to

  12. OlaCollage

    Nic tylko się urżnąć przy barze :))) ego każe najpierw podziękować za wzmiankę i oczywiście za trafiający w sedno wpis.

    Polubione przez 1 osoba

  13. Wydaje mi się, że za trendami ślepo podążają ludzie, którzy są niepewni siebie i swojego wyczucia stylu, albo wiedzą, że tego wyczucia po prostu nie mają i łatwiej im naśladować sprawdzone już gdzieś (na innych blogach) rozwiązania. Nie zgadzam się z tym, że ludzie powinni projektować wnętrza bez pomocy architektów – to wtedy właśnie powstają wnętrza kopiuj+wklej (Bo czy któraś z blogerek korzystała z porady architekta?). Dobry projektant pomoże w stworzeniu ponadczasowego wnętrza odpowiadającego temperamentowi właściciela i spójnie wkomponuje we wnętrze przedmioty i meble które właściciel posiadał wcześniej i są dla niego ważne. Pozdrawiam 🙂

    Lubię to

    • Moja opinia, że ludzie powinni sami kreować swoje przestrzenie mieszkalne to opowieść na jednego długiego posta, którego pewnie kiedyś poczynię, więc tu odpiszę Ci tylko, że dziękuję za wartościowy komentarz. I zgadzam się z Tobą, że ludzie kopiują, kiedy nie są pewni swojego wyczucia, tylko nie rozumiem dlaczego wiele z takich kopistek szybko, z łatwością stawia się za wzór. Ale wielu blogerek wnętrza domów podziwiam. Pozdrawiam.

      Lubię to

  14. Dawno nikt mi nie mówił Milordzie…A tak bardzo to do mnie pasuje, że aż muszę skomentować, co też przeczytałam powyżej. W sferze wnętrzarskiej estetyki wypłynęliśmy jak rybki z akwarium wciśniętego w schematy meblowych meblościanek i jeszcze nie wiemy dobrze, jak poruszać się po szerokim ocenie wszystkiego dostępnego.Dotyczy to wszelkich dziedzin życia. We wnętrzarstwie biało-szare drogowskazy są najbardziej widoczne.Wierzę jednak, że będzie dobrze .Trzeba tylko trochę zboczyć i ruszyć wyobraźnię.Esej o nowoczesności arcyciekawy.

    Polubione przez 1 osoba

  15. Iza

    z wieloma rzeczami się bardzo zgadzam.. 😀 mam dużo z tego co piszesz,.ale nie mam szarych scian 😉 a białą podłogę to dopiero będę miała( choć chce ją już od 4 lat ) 😉 a no i od 3 lat prowadzę bloga i nadal wszystko w tym samym stylu mam 🙂 a ze jest u mnie baaaardzo kolorowo bo biel jest tłem.. to moje statystki tak nie wariują jak statystki szarych i biało- czarnych blogów 😉 i chociaż te surowe skandynawskie stylizacje bardzo mi się podobają 🙂 to w nich mieszkać nie potrafie bo ja musze miec kolor dookoła 😉 ps. uwielbiam eklektyzm.. 😀

    Polubione przez 1 osoba

    • Hehe, powiem Ci, że ja mam też wiele z tego o czym piszę :D. Bo nie chodzi o ikeę czy o kolor podłogi, ale o to czy ktoś jest świadomy swoich wyborów, czy bezmyślnie kopiuje, żeby za chwilę zmienić zdanie razem ze zmianą mody. Jak kolorowo jest to idę do Ciebie!

      Lubię to

      • Iza

        co gorsza.. ja współpracuję z Ikea ;p a co do tych zmian.. jest taki blog do którego za kazdym razem jak wchodze to dobrze sie rozgladam czy ja to na pewno ten bo co miesiac jakas zmiana.. 😉 temu mężowi to współczuje na maksa 😉

        Polubione przez 1 osoba

    • Ja mam sporo białych ścian, w pracowni tylko białe meble ikea, a z kryształów to mam PRLowskie kieliszki do wina, ale nie wiem czy się liczą :D. I ja pozdrawiam :). Dzięki za komentarz :).

      Lubię to

  16. hihi mam wszystko, ikeje, białe i szare ściany,panele dąb bielony i męża drwaloseksualnego 😀
    jestem tryndy 😀
    pozdro i tak Cie lubię 😛

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.