Pragniesz pomagać ludziom pięknie mieszkać? Nalej sobie wina i przeczytaj ten post.

Witajcie znajomi i nieznajomi. Fani i hejterzy. Dziś porządna dawka mojego światopoglądu za który znienawidzą mnie fani i pokochają hejterzy, albo na odwrót. Zresztą jakie to ma znaczenie w obliczu prawdy, którą można się radośnie zdzielić po ryjach? Zaczynamy!

W przedostatnim poście rzuciłam nonszalancko, że ludzie powinni urządzać swoje domy sami, bez pomocy projektantów. Okazuje się to stwierdzeniem niecodziennym, szczególnie z klawiatury osoby, która takie usługi sama świadczyła. Co się zatem wydarzyło?

Historia jakich wiele. Większość może. Kobieta. Wrażliwa estetycznie. Zamknięta w przestrzeni, w której żaden mebel do siebie pasować nie chce i nic nie jest docelowe. Potrzeba obcowania z pięknem jest silna, ale co zrobić gdy oblicze w lustrze nie karmi zmysłów, a na przeprowadzkę brak szybkich perspektyw? Skoro nie mogę mieszkać tak jak bym chciała, to chociaż się wyżyję urządzając innych. Zostanę projektantką!                                               Jak postanowiła(m), tak zrobiła(m).

Jest pięć powodów dla których decydujemy się na jakiś zawód (nie studia/szkołę do zawodu prowadzącą, ale finalnie zawód):

  1. dla kasy.
  2. dla prestiżu.
  3. dla kasy i prestiżu.
  4. dla przyjemnej kasy, czyli żeby robić coś, co wydaje nam się być przyjemnością.
  5. dla idei, czyli z tak zwanego powołania.

Dla zawodu nazwanego architekt/ projektant wnętrz dostępne są pierwsze 4 punkty. Każdy, kto twierdzi, że zajął się tym dla wyższego dobra świata, zwyczajnie pierdoli. Kolory ścian, dekoracja półki nad kominkiem czy nawet usytuowanie kibla, ma taką samą wagę dla naszego życia i tego kim jesteśmy, co czcionka, którą wytatuowano Żydowi jego numer na przedramieniu w obozie w Auschwitz.

Ale jak to?! Przecież to jest misja! To nam dana jest piecza nad scenariuszem. Jeżeli ustawimy odpowiednio duży stół w odpowiednim miejscu, to możemy wpływać na relacje między mieszkańcami. Tia… W to też uwierzysz: jeżeli kupimy odpowiednio bezpieczny samochód, nie zginiemy w wypadku; jeżeli poślemy dziecko do odpowiedniej szkoły, nie wpadnie w złe towarzystwo; jeżeli wybudujemy odpowiednio dużą garderobę, nie zabraknie nam miejsca na buty i torebki… No błagam!’

Poza tym to klient decyduje o tym, czy chce mieć telewizor czy nie, albo czy chce jeść przy stole jadalnianym, czy na kolanie, bo ważniejsza jest dlań obszerna sofa i konsola, niż miejsce do celebrowania posiłków z rodziną. Darujmy sobie misyjność tego zawodu, bo wszyscy się prędzej czy później zawiedziemy. Punkt piąty odpada.

Skoro zatem wszyscy zgadzamy się już, że projektowaniem wnętrz można zająć się wyłącznie z 4 pierwszych powodów (Ci co się nie zgadzali, już zamknęli okno przeglądarki i teraz możemy tu sobie spokojnie dywagować), ustalmy kilka faktów. Nie zajmiemy się tu przypadkami w których ktoś wybrał ten zawód ze względu na kasę, prestiż lub obydwa, bo wiadomo, że i tak będzie narzekać. Bo zarobki mają to do siebie, że nigdy nie są zbyt wysokie, a prestiż ma to do siebie, że obowiązuje głównie na fejsbuku i na zjazdach absolwentów podstawówki, natomiast zupełnie nie obowiązuje na budowie, kiedy Pan Heniek wyciera sobie projektantem gębę, bo spierdolił glazurę w łazience, albo co gorsza zrobił dobrze, mimo błędów w projekcie. Zajmiemy się beznadziejnym przypadkiem kobiety (bo to obecnie jednak sfeminizowany zawód), która postanowiła zarabiać na życie dzieląc się z klientami swoim poczuciem estetyki i zamiłowaniem do pięknych wnętrz. Tą kobietą jestem ja, choć pewnie nie osamotniona.

Jak to sobie wyobrażasz

Pięknie. Wyobrażam to sobie pięknie. Ja, zdolna i bezkompromisowa. Oddana sztuce. Znam trendy i tendencje, ale i swój własny styl. Słucham głosu inwestora, przeobrażam się w seksowną Panią psycholog, która prawie przeprowadza psychoanalizę aż po „terapię” aby znaleźć optymalne, indywidualne rozwiązania wynikających ze sposobu życia inwestorów. Żadnych szablonów i sztamp, tylko niebanalność, oryginalność i wata cukrowa. Najróżniejsze przestrzenie, najróżniejsi ludzie, najróżniejsze potrzeby.

Jaka jest rzeczywistość

Oszczędzę Wam szarej codzienności budowania portfolio i moszczenia sobie miejsca na rynku. Przez to każdy, kto zaczyna, musi przejść, potem to zachlać i zapomnieć. Ale nawet kiedy już masz jakieś portfolio i jakieś nazwisko, zmienia się niewiele, poza tym, że zaczynasz już cenić swoją pracę, a nie traktować ją jako największą szansę jaka mogła Cię spotkać. Bo problem nie leży w Tobie, ani nawet w Inwestorach, ale w totalnej rozbieżności wyobrażeń. Żywcem na fejsa:

how others see interior designer

Ale to oczywiście tylko uproszczenie, daj Bóg zabawne. Pewnie, że praca projektanta jest o wiele bardziej złożona. Jednak celowo umiejscowiłam owo wyobrażenie przy biurku, bo tu dzieje się najwięcej  i najmniej zarazem. Najwięcej, bo to „przy biurku” powstaje projekt, a najmniej, bo przy biurku słabo się doświadcza życia. Życie jest przecież po to, aby żyć. I najlepiej swoim życiem. Projektant natomiast musi przez pewien czas żyć życiem swoich klientów i to przez wiele długich godzin dziennie, przez kilka tygodni, ale często przez wiele miesięcy. Ale co tam projektant. Projektant zawsze może sobie tymi swoimi pomysłami dupę podetrzeć i dodać do portfolio. Projektant wiadomo, że żyje pracą, więc nie ma co się nader litować. Ale Inwestor. W końcu moje stwierdzenie odnosiło się do Inwestorów. Przypomnijmy. Powiedziałam, że moim zdaniem każdy powinien sobie projektować sam swoje wnętrza mieszkalne. Ogólnie nie wiem jak to rozwinąć, bo to jest składowa mojego kształtującego się światopoglądu, że ogólnie sami powinniśmy doświadczać swojego życia. Sami powinniśmy sobie sprzątać, nawet jeśli nas stać na panią z Ukrainy, sami powinniśmy wychowywać nasze dzieci, nawet jeśli stać nas na guwernantkę/prestiżową szkołę czy sponsorowanie drużyny harcerskiej, podobnie sami powinniśmy sobie gotować a najlepiej produkować żywność, a przede wszystkim sami powinniśmy myśleć i szukać prawdy.

Jasne, że fajnie jest przebywać w pięknym wnętrzu, tak samo jak fajnie jest się dobrze ubrać. Ale tak jak brzydki ubiór nie przytłumi pięknej osobowości, tak samo piękne wnętrze nie sprawi, że stanie się ono domem miłości, szacunku i głębokich relacji. Niby proste, ale sądząc po uwadze, jaką poświęcamy owym powierzchownościom, wcale nie takie oczywiste.

Mój pogląd wynika również z tego, jak postrzegam piękno. Ja dostrzegam piękno w prawdzie. Autentyczność jest dla mnie najpiękniejsza. W zaprojektowanych wnętrzach nie ma autentyczności. Jest pomysł, czasem lepszy, czasem gorszy i jego realizacja. Nawet jeśli projektant wkłada w projekt całe serce (co nomen omen jest chyba niezdrowe i nie do powtórzenia, chyba, że ktoś ma dwa serca) i biega z inwestorami po pchlich targach. W obmyślonym przy biurku projekcie nie ma kłótni małżeńskiej i porannego kompromisu po obaleniu 0,7 i dzikim sexie na niewyheblowanym blacie.  Nie ma miejsca na przypadkowe przedmioty i nieplanowane zakupy. Nie ma miejsca na niedociągnięcie budżetu i roztrwonienie go na błyskotliwego słonia bez funkcji. Z rysunków Pani projektant nie wyniknie krzywo przykręcony zlew i kilometry wyprutego ze ściany kabla z powodu przepalonej żarówki.

Urządzanie domu to piękna historia, często raz na całe życie i każdy powinien ją przeżyć samemu. Bez narratora i reżysera. Tylko tak zwyczajnie, po swojemu. Z własnymi niedociągnięciami i błędami. Z własnymi sukcesami i zdobyczami na wyprzedaży.

Jeżeli chcesz wykonywać ten zawód po to, by przeżywać te wyjątkowe chwile podczas urządzania domu za kogoś, albo z kimś to lepiej nigdy nie decyduj się na posiadanie dzieci. Za nie też nie można próbować przeżyć życia, ani przeżywać go razem z nimi, bo można własne dzieci bardzo, bardzo skrzywdzić. Moim zdaniem zawód projektanta wnętrz powinien odnosić się wyłącznie do wnętrz użyteczności publicznej lub innych wnętrz komercyjnych. Bo dyplomem nie wpłyniesz na to, że ktoś zacznie czytać książki lub interesować się rodziną zamiast oglądać swoją 45 calową plazmę, a to czy ktoś potrzebuje bidetu, czy woli myć dupę w misce na tarasie powinno zostać jego słodką tajemnicą…


					
Reklamy

30 Comments

  1. Bardzo ciekawy tekst! Nigdy nie zdawałam sobie sprawy z tego, co tutaj napisałaś. Ja w sumie nie widzę misji w zawodzie projektanta wnętrz. Dla mnie to bardziej zawód, w którym realizuje się sam projektant, bo niby robi tak to, co lubi (tak zakładałam), ale nie pomyślałabym, żeby dopisywać do tego jeszcze jakieś znaczenie. Ale zdziwiłaś mnie, bo zawsze myślałam, że projektanci wnętrz mają ekstra robotę, a tu się okazuje, że z każdego zawodu można być niezadowolonym, wszędzie są jakieś wady. Trochę smutne.

    Polubienie

  2. Czemu wcześniej Ciebie nie czytałam? 😀 Kocham Cię za ten tekst i idę czytać kolejne 🙂

    Polubienie

  3. Justyna: „P.S. Możesz napisać czy w Twoim “prostym” życiu udaje się generować dochody bez typowej pracy zarobkowej.”

    Będę o tym pisać. Tak, uważam że jest to możliwe i znam wiele przykładów, że można. Choć możlwie jest życie zupełnie bez pieniądza, to aż tak daleko się nie posuwam, jednak tą ilość pieniędzy, którą nam naprawdę potrzeba, można wygenerować pracą, która nie zabierze nam całego życia i nie pozbawi codziennej radości życia. Do tego dążymy, więc mam nadzieję, że ten blog stanie się świadectwem tego, że można.

    Polubienie

  4. nihiru

    Rozumiem Twój punkt widzenia ale się z nim nie zgadzam:D
    Przede wszystkim nierealne jest dla mnie założenie, że każdy sam sobie powinien sprzątać, gotować, dzieci wychowywać, dom urządzać, pomidory hodować, a do tego mieć jeszcze swoje pasje (ach, jakie to modne słowo) i oczywiście pracę.
    No fajnie by było, ale zejdźmy na ziemię – doba ma tylko 24 godziny a spać trzeba. Po prostu trzeba wybierać i dla wielu ludzi opcja samodzielnego zaprojektowania domu to po prostu luksus, na który ich nie stać (czasowo).

    Drugie założenie, z którym się nie zgadzam, to takie, że rolą projektanta jest „zaprojektowanie życia” domownikom. Że projektant, jak zaprojektuje stół w jadalni, to będzie miał wpływ na to, czy jak domownicy będą jedli posiłki. Jest dokładnie odwrotnie (w mojej opinii, rzecz jasna, a ja projektantem nie jestem). Projektant najpierw wypyta się domowników o ich zwyczaje i prefenerencje, i odpowiednio do nich zaprojektuje dom, w którym oni będą się dobrze czuli. Dla tych, którzy lubią gości, zaprojektuje duże kanapy, a tym, którzy nie lubią gotować – odradzi kupowanie piekarnika. Itd.

    A trzecie założenie, z którym się nie zgadzam – to, że „autentyczność” jest wartością nadrzędną. Wielu ludzi mówi, że „nie mogłoby mieszkać w domu zaprojektowanym przez kogoś obcego”. A ja tak patrzę po naszej prześnej Polsce, po domach znajomych i twierdzę, że w większości przypadków pomoc profesjonalisty wszystkim by wyszła na lepsze.

    Innym tematem jest tylko jakość usług proponowanych przez profesjonalistów. Lub „profesjonalistów”.:D

    Ps.: Spodziewałam się posta z rodzaju „ach, miałam takie ambicje, a ci okropni klienci koniecznie chcą żebym im projektowała halogeny i podłogi drewnopodobne”:D. A tu niespodzianka:D

    Polubione przez 1 osoba

    • PS mnie urzekło :D. Dzięki.

      Twój punkt widzenia przedstawia racje klientów, a ja przestawiłam punkt widzenia projektanta. Zauważyłaś już jak są rozbieżne. Wielu projektantów przybiło mi tu w komentarzach piątkę, więc nie jest to wyłącznie moje spojrzenie. To co pisałam o tym stole to pewna ironia, odnosząca się do tego, jak nam na studiach pierze się myślenie, abyśmy sądzili, że to zawód z misją. A potem rzeczystość pokazuje, że jest tak jak piszesz – to nie my ulepszamy klientom życie (co zresztą byłoby słabą opcją biorąc pod uwagę, że do „ulepszania” czyjegość życia przydałoby się trochę więcej niż tylko zmysł estetyczny, widzenie przestrzenne i znajomość ergonomii), tylko to klienci decydują o tym czy chcą, aby ktoś im coś doradził, czy tylko zwizualizował ich lepsze lub gorsze pomysły. Jest różnie. Bywa fajnie i bywa chujowo.

      Wiem, że to o czym piszę dla większości ludzi wydaje się utopią. Bo jeśli się żyje w systemie zachodu, to faktycznie moje postulaty są nierealne. Jednak ja się z tego systemu wyłamuję, buntuję, sprzeciwiam i uciekam od niego. Nie piszę tego po to by komuś wbić szpilę, ale dlatego, że naprawdę uważam, że jest to dla nas lepsze – powrót do korzeni. Kiedyś tak się żyło. Ludzie robili sami dla siebie i na siebie. Przede wszystkim na wsiach. Pani domu dziergała piękne koronki i cudownie upiększała dom wg tradycyjnej estetyki. Wychowywała dzieci, które nie były wożone z przechowalni do przechowalni pozalekcyjnej, tylko uczyły się życia w rodzinnym domu. Można. Kwestia priorytetów. Jeżeli ważna jest dla mnie praca zawodowa to pewnie, że wyjmując z dnia 8 h dziennie lub więcej nie jestem w stanie poświęcić go na wiele innych spraw, dotyczących mojego życia.
      Ale gdyby tak te 8 h dziennie poświęcić na zajmowanie się swoim życiem, to wiele można zrobić samemu.

      Z czego żyć? Jest wiele sposobów. Na pewno trzeba uświadomiśc sobie, że się ma mniejsze potrzeby niż każe nam o naszych potrzebach myśleć świat zachodu. Można zarabiać niewiele, poświęcając pracę na czyjąś korzyść (korporacji, firmy szefa, banku z którego mamy kredyt lub leasing itd) na rzecz pracy na siebie. Pieniądz jest sposobem na wymianę dóbr, ale nie jedynym i nie najlepszym. Dugo by pisać. Będę o tym pisać wciąż, bo chcę się dzielić tym co odkrywam, więc zapraszam do śledzenia bloga.

      Pozdrawiam.

      Polubienie

      • nihiru

        Robili sami i dla siebie tylko dlatego, że nie mieli innych możliwości;).

        Przyznam, że sformułowanie „zajmować się swoim życiem” vs „zajmować się pracą” jest dla mnie niejasne.
        Oczywiście, że gdybym nie chodziła do pracy, to obiady byłyby codzienne, a z dziećmi więcej bym się bawiła. Ale za to miałabym mniej wyzwań „intelektualnych”, mniej interakcji z ludźmi itd. A kobiety niepracujące zawodowo najbardziej właśnie narzekają na brak własnego życia, tylko konieczność życia dziećmi i mężem.
        Przypuszczam, że rozwiązaniem jest praca bardziej elastyczna, w mniejszym wymiarze godzin – w tym kierunku idzie zresztą świat, i to mnie by również bardziej pasowało.

        Pisz, pisz koniecznie, bo fajnie podyskutować;)

        Polubienie

      • Cóż za przenikliwość :). Znam wielu, którzy wybierają takie życie teraz kiedy mają wiele innych możliwości i jestem przekonana, że nawet kiedy tych możliwości było mniej, albo wcale, wielu ludzi widziało w takim prostym, świadomym życiu wielką wartość, której nie zamienili by na życie pasażera tej karuzeli bez hamulców. Piszę posta dla Ciebie :).

        Polubienie

  5. Emocje, emocje.. 🙂
    Mam mieszane uczucia po przeczytaniu tego tekstu. Jeśli każdy powinien(w sumie dlaczego akurat to słowo? a może „może”?) projektować sobie sam wnętrze domu, w ogóle wszystko robić sam, to powinien też sam sobie szyć ubrania, robić buty i strzyc włosy.. A jednak tego nie robi. Są rzeczy, których wykonanie oddajemy tym, którzy wiedzą o tym więcej i mogą przełożyć marzenia na rzeczywistość. Trochę podobnie odbieram pracę architekta, również architekta wnętrz. Mam na tę pracę własną metodę, która się sprawdza i przynosi wiele radości obu stronom…
    Napisałaś: „W zaprojektowanych wnętrzach nie ma autentyczności.” Dlaczego? Myślę, że może być jej naprawdę wiele, jeśli nie 100%. Czy autentyczna zupa to tylko ta, którą sama ugotuję i w dodatku jeszcze sama zjem? Czy jeśli wymarzę sobie botwinkę, która będzie dziełem sztuki i ugotuje mi ją ktoś, kto to mnie wysłucha i potrafi robić piękne zupy, a ja dam się zaskoczyć i wejdę w ten dialog kulinarny to czy to nie będzie autentyczne? Co to znaczy, że coś jest autentyczne? 🙂
    Myślę, po wielu latach swojej pracy, że najwspanialsze współprace to te oparte na rozmowie. Jeśli krawcowa ze mną rozmawia, jeśli ona jest autentyczna, a ja przychodzę do niej, bo lubię to co i jak robi, to z chęcią oddaję jej pole działania i zwykle nie żałuję. Ta wymiana moich marzeń i potrzeb oraz jej wiedzy i wyczucia, zmieszana w rozmowie o pięknie ma dla mnie ogromną wartość. Jeśli w ten sposób można współpracować na innych polach, dlaczego miałoby to być nieautentyczne? Myślę, że wszystko jest kwestią podejścia i metody jaką się pracuje.
    Kiedy ktoś pisze o dyktacie architekta wnętrz to myślę sobie, że najpewniej źle trafił, albo szukał kogokolwiek.. Trudno mi sobie wyobrazić współpracę, w której ktokolwiek komukolwiek coś narzuca. Trochę jak z tą zupą.. Jest marzenie, potem szukanie kto takie zupy robi i długa rozmowa o niej, by na końcu zjeść coś co jest i pyszne, piękne i pożywne. 🙂

    Polubienie

    • Ja to widzę inaczej. Dlaczego uważam, że wnętrza zaprojektowane są nieautentyczne? Nie chodzi o to jak powstały, choć to jest moim zdaniem powodem, ale oceniam to co widzę. Z setek, tysięcy obejrzanych realizacji, moją uwagę przykuwają zwykle te, które są efektem działań projektantów/architektów/artystów dla samych siebie. Bo tam jest spójność przestrzeni i jej zagospodarowania z mieszkańcami. I jest to „coś”. Nie wiem. Może duch miejsca? Oceniam to co widzę. Pewnie wśród gąszczu projektów realizowanych z przewagą ambicji projektanta znajdą się perełki, w których udało się wypracować tak spójne stanowisko Projektanta i Inwestora, że powstanie prawdziwy dom. Ale to jest jakaś igła w stogu siana i raczej wynikać będzie ze swoistego porozumienia ponadzawodowego między zainteresowanymi. Jednak w zwyczajnej rzeczywistości rynkowej to tak nie działa. Może jesteś wyjątkowa. Może masz wyjątkowe podejście?
      Zwykle jednak projektanci podkreślają fakt, że nie są rzemieślnikami od rysowania Inwestorom ich pomysłów w AutoCADzie i renderowania ich wyobrażeń, a Inwestorzy wkurzają się, że projektant skupia się na portfolio zamiast na potrzebach Inwestorów. I jedni i drudzy mają rację. Bo to nie jest normalna sytuacja. Zdrowa.
      Dlaczego porównałaś projektowanie sobie samemu domu do szycia samemu ubrań? Urządzić dom można za pomocą gotowych elementów, nie trzeba odkrywać ameryki, być designerem, stolarzem i promocją. Można wyrazić siebie i swój styl dobierając sobie w odpowiedni sposób gotowe ubrania prawda? Ja nie kwestionuję zawodu projektanta tylko usługę polegającą na kompleksowym projekcie wnętrza mieszkalnego. Nie widzę niczego złęgo w konsultacjach, czy warsztatach z aranżowania przestrzeni dla osób, które nie mają na to gotowego planu. W ogóle nie widzę niczego złego w skorzystaniu z kompleksowego projektu wnętrza. Ja po prostu nie widzę w tym niczego dobrego.
      Masz rację. Ludzie nie „powinni” urządzać swoje domy sami, ale mogliby. Tyle, że możliwość nie zawsze wiąże się ze świadomością konsekwencji wyboru danej opcji, stąd niefortunne „powinni”.

      Dzięki za komentarz.

      Polubienie

  6. GosiaSkrajna

    Dlatego na pytania znajomych „dlaczego nie wezmę projektanta” odpowiadam, ze wolę sama coś spierdolić niż mieć pretensje do kogoś.
    Bo i tak kupuje intuicyjnie…a najważniejsze abym się we własnych czterech ścianach czuła dobrze, a nie…modnie…

    Polubione przez 1 osoba

  7. karolina

    Jest w tych słowach sporo racji 🙂 Ale zarazem jest też dużo generalizowania i stwierdzeń, że ludzie coś powinni. Już przeczytałam wszystkie komentarze i wiem, że jesteś idealistką i widzisz wszystko czarne lub białe, ale mimo to chciałabym dodać, że założenie iż wszyscy ludzie powinni urządzać swoje mieszkania / domy sami i nadawanie temu znaczenia jedynej dobrej drogi jest mocno ryzykowne 🙂 Oczywiście są pewne fakty, których nie sposób ruszyć. Ale czy naprawdę ten nasz dom, wnętrza w których mieszkamy to coś, co w sposób konieczny MUSI nas wyrażać? Czy mieszkając w uniwersalnej, niespecjalnej dla wrażliwych na to osób przestrzeni człowiek traci coś z wnętrza własnej duszy? Czy oddając w czyjeś ręce urządzenie przestrzeni mieszkalnej ktoś staje się mniej inteligentny, wrażliwy czy prawdziwy? To wspaniałe, że szukasz prawdy, tylko branie wyglądu przestrzeni za jej obraz uznaję za ryzykowne, bo może nam czasem o kimś wydać bardzo mylny sąd 🙂 Mieszkanie, dom, wnętrza – choć możemy im nadać wyjątkowe znaczenie – to mimo wszystko tylko rzeczy. Mogą, ale nie muszą wyrażać człowieka. I nie chodzi mi tu o ludzkie lenistwo, niechęć do rozwoju, niedbalstwo i generalnie posiadanie wszystkiego w dupie, czyli takie życie przez pół albo wcale, zamiast tego wartościowego 100%. Mam na myśli na przykład ludzi, których praca pasjonuje i pochłania tak bardzo, że nie pozostawia już miejsca na oddanie się pieczołowitemu wyrażaniu siebie w domu. Albo ludzi którzy wolą komuś zapłacić za urządzenie schludnej, estetycznej przestrzeni, w której można wypocząć, a w tym czasie wolne chwile przeżyć na biwaku, bo ma to dla nich po prostu większą wartość 😉

    Polubienie

    • Widzisz, moim zamiarem było raczej odczarowanie roli wyglądu wnętrza naszego domu w naszym życiu. Ludzie „powinni” to faktycznie nie jest trafne słowo. W jego miejscu w moich myślach jest „byłobyby im lepiej”. Żaden człowiek niczego nie powinien, jedynie może jeśli chce i ogólnie tego się trzymam. Ja pokazuję swoją perspektywę i w niej chcę pokazać, że zbyt dużą wagę przywiązujemy do spraw mało ważnych, a za mało do tych ważniejszych. I na przykładzie urządzania domu tą mało ważną rzeczą jest właśnie ten nieszczęsny efekt końcowy, a dużo ważniejszą moim zdaniem samo stanowienie o sobie, swoich decyzjach i przeżywanie tego czasu jako kolejnej lekcji życia, przygody może… No pewnie, że są ludzie, którzy nie mają ochoty, albo czasu tego robić bo to bo tamto. Albo są tak niewrażliwi estetycznie, że krzywdą da świata byłoby mieszkanie urządzone wg ich „gustu”. I zawsze tacy będą. Ale to nie zmienia mojego postrzegania tego tematu. Moja teza, którą próbuję udowodnić tym tekstem, jest czymś w stylu „ludzie powinni myć zęby rano i wieczorem (bo to jest dla nich dobre /zdrowe itd)”. No i możesz pytać mnie, a co z ludźmi, którzy pracują na III zmianę i wychodzą do pracy o 17 i nie mają jak umyć wieczorem zębów?; a co z ludźmi którzy mają tytanową sztuczną szczękę? itd. No… Nic. Ale czy to, że są ludzie, którzy są „poza tezą” od razu obala tezę?

      Nie mniej fajnie, że napisałaś ten komentarz i dziękuję Ci za to, bo odkryłaś kartę, która nie mieściła się w moim przekazie. Po prostu nie rozważałam tego: to, że dla niektórych ludzi wnętrze domu może być zupełnie nie istotne. Ja skupiłam się na tych, dla których jest ważne, lub jest ważne aż za bardzo. I co ja na to? Nie wiem. Nie jestem w tej skórze. Dla mnie dom to miejsce ważne. Nie ze względu na jego wygląd, ale ze względu na to, że jestem typem osadnika. Spędzam w domu większość czasu i to jest schronienie dla mnie i rodziny. Azyl. I nie wyobrażam sobie sytuacji w której ktoś miałby za mnie zdecydować jak ten dom wygląda, jak funcjonuje, nawet jeśli miałby być o wiele piękniejszy i o wiele bardziej funkcjonalny.

      Pozdrawiam.

      Polubienie

      • Justyna

        Komentarz Karoliny i Twoja odpowiedź pięknie podsumowuje i uzupełnia temat, świetnie doprecyzowuje i osłabia kontrowersyjny wydźwięk.

        P.S. Możesz napisać czy w Twoim „prostym” życiu udaje się generować dochody bez typowej pracy zarobkowej.

        Polubione przez 1 osoba

  8. Uprościłaś projektowanie wnętrz do układania poduszek i przestawiania kwiatków, kompletnie natomiast pominęłaś w swoim tekście aspekty techniczne. Architekt odpowiednio zaprojektuje funkcje względem stron świata, będzie wiedzieć, które ściany i w jakim zakresie można przestawić/usunąć, zaprojektuje instalację elektryczną z oświetleniem itp. Przesada w żadną stronę nie jest w porządku, a Twój tekst jest bardzo jednostronny.

    Polubione przez 1 osoba

    • Błąd techniczny. „Architekt / projektant wnętrz” miało być równoznaczne z „architekt wnętrz/projektant wnętrz” jako skrót. Jeżeli chodzi o projektowanie kubatury budynku nie szalałabym aż tak, choć pewnie nie jeden architekt też znalazłby i opisał chętnie niesławne aspekty tegoż zawodu. Ja jednak nie wypowiadam się o sprawach, których nie doświadczyłam na własnej skórze.

      Edytuję, bo trochę za szybko przeczytałam. Dodam, że aby zapoznać się z aspektami technicznymi nie trzeba być Einsteinem, ani kończyć do tego studiów. Aby domyśleć się, że południe to nie jest dobra strona świata na kuchnię, nie trzeba mieć tytułu mgr, poza tym przeczytasz o tym w pierwszej lepszej gazecie wnętrzarskiej i pewnie na wielu blogach poświęconych architekturze. To jest argument, który pobieżnie podnosi rangę zawodu a w rzeczywistości udowadnia tylko, że ludziom się nie chce myśleć i dlatego wolą komuś zapłacić, żeby pomyślał za nich, bo musiał 5 lat poświęcić na rozważania o tym czy tamtym.

      Ja pierwszą elektrykę zaprojektowałam po zapytaniu wujka jak się nazywają poszczególne punkty i zostałam przez wykonawcę pochwalona za przejrzysty i zrozumiały rysunek. To było oczywiście przed studiami. Pewnie, że architekt zrobi to szybciej i pewnie lepiej, ale po to jesteśmy ludźmi, aby się uczyć, popełniać błędy i wyciągać z nich wnioski. Po to też jesteśmy ludźmi, aby szukać pomocy innych ludzi. Ale pomoc architekta, lub nawet Pana Gienka elektryka w projekcie instalacji nie musi oznaczać od razu kompleksowego projektu wnętrza.

      Dzięki za komentarz.

      Polubienie

  9. MM

    Nie jestem architektem wnętrz, ale z kilkoma miałam do czynienia (i chcieli wybierać wazoniki i poduszki ;)), kilku mam w rodzinie. Świetny tekst, uśmiałam się! Cóż, każdy zawód ma swoje blaski i cienie. Rozbroiła mnie Twoja ironia 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  10. A moim skromnym zdaniem trafnie i na temat. Może się nie znam ale zgadzam się w 100% 🙂 Dom powinien być miejscem stworzonym głównie przez domowników!

    Polubione przez 1 osoba

  11. Uśmiałam się totalnie:) Masz sporo racji w tym co piszesz, niemniej jednak nie do końca się zgadzam z tym tekstem. Patrzysz z perspektywy osoby doszukującej się historii i sentymentów w każdym z udomowionych przedmiotów. Ja to doskonale rozumiem, bo dla mnie też jest to ważne. W moim domu. Ale sama projektując dla innych odnoszę wrażenie, że inni nie muszą bądź nie chcą mieć tych doznań. Wolą mieć gotowe, nie męczyć się, bo czują się bezradni. Ja jestem od tego aby nakreślić tą przestrzeń i podsunąć pomysł, którego im brakuje. Wazoniki mają se wybrać sami;)
    Ja nie mam misji itp, absolutnie. Wiadomo że chcę normalnie zarabiać. Ale jestem spaczona pod innym względem – lubię zmiany i gdybym nie miała możliwości projektowania dla innych, dłubałabym cokolwiek wokół siebie. Just for fun;) Pozdrawiam, Magda

    Polubienie

    • W sumie to ja się z Tobą zgadzam. Ludzie nie przywiązują wagi do spraw, do których powinni. Ale ja jestem idealistką. Nie interesuje mnie chodzenie na kompromis tylko dlatego, że ktoś nie otworzył oczu na własne życie. Piszę o tym, jak uważam, że być powinno, choć niestety po moim wpisie wiele się nie zmieni, albo nic. Klienci wciąż będą chcieli, aby ktoś za nich „wymyślił im przestrzeń”, a projektsnci dalej będą na tą potrzebę odpowiadać. Ale w moim czarno białym myśleniu nie ma miejsca na godzenie się na decyzje wbrew moim przekonaniom. To jednak tylko (i aż) moje własne zdanie. No i niestety muszę to napisać, choć rozumiem Twoje stanowisko, bo sama to mam, że przyznałaś, iż Twoją pracę determinuje między innymi, albo głównie TWOJA potrzeba projektowania. Tyle, że Twoja potrzeba nie musi się przekładać na ogólnie przyjęte dobro innych. Oczywiście nie chcę powiedzieć, że robisz tym komuś krzywdę, bo pewnie nawet w zaistniałej sytuacji robisz innym „dobrze”, ale gdyby każdy człowiek obudził się z letargu egzystencji i zaczął żyć naprawdę i zaczął decydować samodzielnie o swoim życiu, swoich poglądach i umiejscowieniu pralki, okazałoby się, że Twoja potrzeba projektowania przestaje być dla potencjalnych klientów szansą na ładniejszy dom, a próbą ingerencji w ich własny świat. Nie wiem czy to mi zrozumiale wyszło… Innymi słowy, to że my projektanci mamy potrzebę projektować i lubimy to robić, nie oznacza że powinniśmy to robić zawsze i każdemu. Ja mogę mieć potrzebę być ciocią dobra rada, ale nie koniecznie wszyscy muszą potrzebować moich rad. Natomiast w odniesieniu do wnętrz komercyjnych wszystko jest ok. Bo i tak ktoś musi je zaprojektować. I niech to będzie projektant, a nie pan Heniek glazurnik, albo Zbyszek tynkarz. Ale tu sprawa jest prosta. Wnętrze komercyjne to nie dom.

      Polubienie

      • Justyna

        Nie ma co dyskutować bo generalnie trudno się z Twoją intencją nie zgodzić. Mam bardzo podobne odczucia i może większy dystans niż zawodowi projektanci, bo zajmuję się tym kiedy mi to pasuje a nie dlatego, że muszę. I dlatego, że mam poczucie, że jednak daję ludziom szereg informacji, która chroni ich komfort, kasę i generalnie lepsze samopoczucie, czasem nawet ratuje związek przed dzikimi awanturami, bywam niezłym katalizatorem. Skoro ludzie czują, że potrzebują wsparcia w urządzaniu to naprawdę nie widze w tym nic wartego potępiania.

        Idąc twoim tokiem myślenia, ludziom nie powinno się oferować ubrań, gotowego designu przedmiotów codziennego użytku, ba w sumie to nie powinno się im dawać gotowych warzyw, mięsa nie mówiąc już gotowym jedzeniu a wszystko w imię doświadczania samemu. Cóż, ja w swoich daleko idących rozważaniach pochwalam ideę prostego życia, Powrotu do źródeł, większego doświadczania, praca własnych rąk, produkcja żywności na własne potrzeby, Ale to już całkowita zmiana strategii. Ciężko w systemie żyć i a jednocześnie nie korzystać z jego dobrodziejstw. Zatrudnienie projektanta jest niczym innym jak kupienie chleba, ziemniaków czy miksera lub pralki. Oszczędza czas i oddala od życia, w którym, by żyć trzeba było się fizycznie natrudzić. Bo dziś trudzimy się może nawet bardziej tyle, że intelektualnie.

        Niestety świat nie jest czarno-biały.

        Polubienie

      • Świat jest czarno-biały. I nasze decyzje też mogą takie być, jeżeli tylko zadamy sobie pytanie co jest czarne, a co białe i wybierzemy świadomie. Trochę za daleko posunęłaś wniosek, że według mojego rozumowania nie powinno się oferować ludziom gotowych rozwiązań. Ja raczej myślę, że to ludzie nie powinni ich wybierać, a może wybierać jak najrzadziej. Bo problem nie jest w tym, że to jest oferowane, tylko w tym, że ludzie wybierają gotowce (w pewnym sensie projekt wnętrza mieszkania Państwa X jest gotowcem, bo choć indywidualny, Państwo X wchodzą na gotowe) z lenistwa, braku zainteresowania własnymi sprawami, a przede wszystkim z braku świadomości.

        Piekę chleb, uprawiam żywność, sama gotuję (brzmi trywialnie, ale czy pracownicy korpo gotują sami na codzień? pewnie w większości nie), sprzątam swój dom :), oporządzam swoje zwierzęta, wychowuję naszą córkę i uczę ją sama (edukacja domowa)… Wszystkiego sama nie zrobię, ale tym sprawom, które są dla mnie i mojej rodziny szczególnie ważne, poświęcam swoją uwagę i czas i składam je na swoje barki, bo od ich jakości zależy jakość mojego i mojej rodziny życia. I dlatego powstał ten tekst. Bo to jest tylko składowa mojego sposobu myślenia.

        Dzięki za bardzo wartościową wymianę myśli.

        Polubienie

  12. Justyna

    Niezły przekaz, słaby tekst. Niespójny, fatalne porównania. Patos i przerysowania są wskazane, gdy użycie ich zwiększa siłę rażenia. Tymczasem zabrzmiało jak rozgoryczenie czy histeryczny jazgot a nie treść o randze wpływania na sposób postrzegania zjawiska.

    Pracuję w branży wyposażenia i z racji posiadanych narzędzi, wiedzy i doświadczenia zdarzyło mi sie podjąć wyzwania zaprojektowania od podstaw i …. do podstaw. Dawno doszłam do wniosku, że:
    – musiałabym sie nieźle walnąć w głowę, gdybym postanowiła wybierać ludzion kolor zasłonek czy wazoników.
    – ludzie i tak nie słuchają żadnych porad dotyczących dekoracji, zawsze mają ubzdurzone coś swojego i pytają dla potwierdzenia
    – najbardziej zagubieni sa inwestorzy kreujący swoja przestrzeń od zera. Niby mogą wszystko a nie umieją wybrać nic.
    – i wtedy projektant sie przydaje, żeby zwizualizować, pokazać , popchnąć – jak z dzieckiem, też trzeba dać podstawy – korzenie i skrzydła by mogło samo odlecieć.

    Nie ma co demonizować ani uwznioślać tymbardzie. Ciężko mówić o idei – to fakt ale w sumie to ile jest zawodów, w których można zbawiać świat?

    Polubione przez 1 osoba

    • Cóż, do Pulitzera nie startuję, ale nie mogę znaleźć tego patosu o którym piszesz. W każdym razie po dobre teksty odsyłam na http://www.wyrwanezkontekstu.pl . U mnie tylko mój światopogląd wyrażony tak, jakbym Ci go streszczała przy kawie. Może i niespójnie ale od serca.

      Zawodów które zmieniają świat faktycznie jest niewiele co nie oznacza, że warto się zajmować tym, co do naszego życia niczego nie wnosi poza kasą.

      Pozdrawiam i dziękuję za komentarz.

      Polubienie

      • Justyna

        Za link dziękuję ale „Wyrwane… ” czytam od dawna. Tobie też zdarzały się świetne teksty, dlatego zaglądam. Również miewam płytsze czy głębsze refleksje ale za cholerę nie ubieram ich sprawnie w słowa więc pazernie pożeram treści gdzie ciekawy zamysł równie ciekawie został zwerbalizowany. A patos, hiperbola, nie zbyt szczęśliwe porównanie jest ich trochę ale pierwszy z brzegu jakoś kłuje najbardziej: „usytouowanie kibla” zestawione z „numerem obozowym” ….

        Nie polemizuję z treścią przekazu ale drążę misyjność zawodu, działalności zarobkowej. Zgadzam się, że projektowanie, szczególnie takie popullarno-pospolite dla Kowalskiego jest dość płytkie i niewiele wnoszące w życie ale dokładnie to samo dotyczy wielu zawodów. Może to śmieszne ale z wykształcenia jestem prawnikiem i porzuciłam ten zawód w wyniku rozczarowania faktem jak niewiele ma wspólnego z misją, dla której go wybrałam. Tylko kasa i umiejętność wykorzystania zapisów prawa tworzonego przez niekompetentnych bencwałów. Myślę, że wielu lekarzy, nauczycieli, polityków, urzędników, naukowców i kogo tam chcesz jeszcze potrafi wypaczyć wszelką ideę a wielu sklepikarzy, sprzątaczy, rzemieślników, ogrodników ją podsycać. Wątpliwe by praca w korporacji wiele do naszego życia mogła wnieść. Nawracanie, prowadzenie terapii, praca w fundacji – takie zajęcia wydają się być misyjne ale tak naprawdę zaspokajają głebokie potrzeby, może braki i w sumie też sa egoistyczne.

        Projektowanie też może. W moje wnosi. Nie żyję z tego ale lubię i nie dla idei tylko z pobudek egoistycznych. Czerpię z poznawania ludzi, ich zwyczajów, ich życia, uchylają mi rąbka swojego świata a ja ich obserwuje, często pozostaję w przyjaźni, to rodzi fajne więzi. Myślę, że dziś też mogłabym być prawnikiem, pomagać i wspierać innych. Ale tak sillnie poszukiwałam pracy, która da mi poczucie sensu, że musiałam się nauczyć sama go nadawać.

        Polubione przez 2 ludzi

      • Zostawiając już względy literackie (choć kibel celowo zestawiłam z nr w obozie), bardzo trafnie to co sądzę o zawodzie zawodem, w tym przypadku projektanta, uzupełniłaś. Dokładnie tak uważam, że większość zawodów tak na prawdę o kant dupy ludzkości i ich wykonawcom jest potrzebnych. Ja jestem niepoprawną marzycielką. Widzę świat takim jakim jest i jakim być powinien i nie ma miejsca na półśrodki. Na „ale muszę z czegoś żyć” itd.
        A to co napisałaś o projektowaniu i tym co wnosi do Twojego życia jest fajne, szczere i prawdziwe. I masz do tego pełne prawo. Ja się skupiam raczej na tym po co nam – ludziom ten układ, w którym ktoś za nas robi coś, co jest dla nas dobre, abyśmy zrobili sami. I tyle.

        Polubienie

  13. Olka

    Gorzkie żale, co? Jak sobie przemyślę, czy Cię op… czy uznać za zaginioną siostrę w bólu to napiszę tu komentarz 🙂 na razie przemawia przeze mnie rozgoryczenie.

    Polubienie

    • Gorzkie żale? Hm. Nie czuję żalu. Raczej radość z tego, że doszłam do tych wniosków i jeszcze większą, że mogę się nimi podzielić. Tekst jest pisany na ostro, bo nie lubię słodkiego pierdzenia, ale nie ma we mnie goryczy. Ola, w takim razie czekam na słowo po burzy. Dla sprecyzowania przekazu dodam, że ten fragment: „Ale co tam projektant. Projektant zawsze może sobie tymi swoimi pomysłami dupę podetrzeć i dodać do portfolio. Projektant wiadomo, że żyje pracą, więc nie ma co się nader litować.” jest naszpikowany ironią. Bo obie wiemy, że wiele jak nie większość projektantek to wrażliwe kobiety, które tak naprawdę chciałyby zmieniać świat, ale dały się trochę uwieźć i często po prostu muszą już bawić się w tą grę, w której samo prowadzenie działalności w Polsce jest zadaniem dla ludzi bez wrażliwości, a co dopiero praca z ludźmi. A Inwestor bywa różny. Czasem wspaniały człowiek, a czasem burak bez empatii. Niestety.

      Polubienie

      • OlaCollage

        A jednak siostro 🙂 Mnie się zebrało na żal, bo rzeczywistość, którą opisałaś mnie też dotyczy a tu wszyscy „słodko pierdzący” namawiają na ocieranie łez i parcie do przodu. Ja doskonale łapię twoją ironię i przepadam za babkami walącymi prosto z mostu. W sumie to poruszyłaś jakąś nutę rozgoryczenia we mnie bo jestem wrażliwcem. Projektowanie raczej świata nie zbawi, ale ja w tym cholernym kraju już do niczego nie czuję się zobowiązana, a już na pewno do żadnej poważnej misji.

        Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.