MUST THINK № 4 – p o k a r m vol. 2

Im ładniejsza marchewka, tym większa pewność nabywcy, że brudne łapska „postępu” zabrały jej wszelkie walory zdrowotne na rzecz estetyki. Zorientuje się każdy, kto choć raz posiał marchewkę w ogrodzie. Chociażby dlatego warto przynajmniej raz ją posiać.

Zdrowe odżywianie nigdy nie będzie zdrowe, jeśli nie oprzemy go na dobrej jakości produktach. Warzywa nie są zdrowe z powodu swojego wyglądu, podobnie jak ludzie z powodu noszenia niu balansów. Chyba nikogo nie zaskoczy wiadomość, że warzywa, które możemy kupić w supermarketach są hodowane na wacie, podlewane chemią i nią opryskiwane. Takie „warzywa” nie mają prawie żadnych wartości odżywczych i opieranie na nich swojej diety to jak liczenie, że się będzie zdrowym od jedzenia wacików kosmetycznych po demakijażu. Przez jakiś czas pociągniemy, ale długofalowo to się raczej nie sprawdzi.

Warto znaleźć dobrego dostawcę warzyw i owoców. Najlepiej jakiegoś gospodarza. Powrót do bezpośredniej sprzedaży między producentem, a konsumentem żywności to coś, co zmieniłoby naszą jakość życia o milę. Ale nie zawsze to jest możliwe. Więc może giełda warzywna, może osiedlowy warzywniak, który zaopatruje się bezpośrednio u producentów żywności, a może ciocia Gienia. A może samemu?

Podejść do własnego ogródka warzywnego miałam już 4. Ogólnie jestem w tym beznadziejna, ale i tak zebraliśmy plony. Zawsze na początku było pięknie. Potem był już tylko perz. Ale okazuje się, że są rośliny, które potrafią przebić się w głuszy chwastów i te lubię najbardziej! Na przykład dynia i cukinia.

W 2012 roku, było tak

warzywniak_caly

Najważniejszą zasadą jaką rozgryzłam przez te 4 lata to: im bardziej się starasz, tym mniej zbierzesz. Dlatego, kiedy zetknęłam się w zeszłym roku z ideą ogrodu permakulturowego, wiedziałam, że to coś dla mnie.

Książkę „Permakultura Seppa Holzera” autorstwa nikogo innego jak… Seppa Holzera warto nie tylko przeczytać, ale mieć, żeby do niej wracać. Całe założenie uprawy roślin w myśl permakultury jest tak inspirujące, że można się na chwilę oderwać od rzeczywistości. Uprawa, którą prowadzi pan Sepp jest absolutnie genialna, a pomysły na zrobienie czegoś podobnego rodzą się same. Potem człowiek się budzi i patrzy na swój ogrodzony kwadrat, w najlepszym razie prostokąt ziemi i kombinuje jak tu wyrwać się trochę z grządek, linijek i pielenia.

W 2013 tylko tak

sloneczniki

Temat permakultury jest głęboki i wart zbadania. Jeżeli dysponujesz skrawkiem ziemi o klasie gruntu niższej niż Twój rozmiar stopy, to naprawdę polecam Ci zainteresować się tym sposobem uprawy roślin. Bo o walorach zdrownotnych i smakowych warzyw z własnej uprawy chyba nie trzeba przekonywać. W uprawie permakulturowej chodzi o wykorzystanie potencjału natury przy zminimalizowaniu pracy. Trzeba nauczyć się „czytać” naturę i ją naśladować. W internecie znajdziesz warsztaty w ogrodach permakulturowych ludzi, którym udaje się wyżywić z własnych upraw. Wszyscy potężnie wykręceni, więc i mnie na wiosnę na takich warsztatach nie zabraknie.

A w 2014 tak

warzywniak2014-002

Żywienie się wyłącznie roślinami wydaje się absurdalnie trudne. Zanim się nie zobaczy, że to co nas ogranicza to nasze przyzwyczajenia.

Zamiast mleka do kawy używam mleka roślinnego, zazwyczaj ryżowego. Rano jem kanapki z awokado, humusem z ciecierzycy, albo inną pastą roślinną, na które przepisów jest cała masa na stronach z kuchnią roślinną. Warte zachodu są też pasztety z warzyw strączkowych jak z soczewicy lub fasoli. Zamiast jajecznicy robimy sobie tofucznicę wg przepisu Marty z Jadłonomii. Na obiad najczęściej zajadamy się ziemniakami pieczonymi w mundurach, które mają bardzo dużo żelaza i innych wartości odżywczych, a do tego mają odczyn zasadowy i nie zakwaszają organizmu w przeciwieństwie do obranych ziemniaków. A ja obierać nie znoszę. Do tego jakaś sałatka. Nam wystarcza. Czasem robimy sobie polski obiad i wtedy w duecie z ziemniakami i sałatką występuje smażony lub grilowany boczniak (bardzo zdrowy!) albo kotlety z kaszy jaglanej czy gryczanej. Można też przyrządzić wysokobiałkowego kotleta z ciecierzycy lub innego warzywa stączkowego. W naszym jadłospisie dużą rolę odgrywają też makarony, bo jestem nieskromną mistrzynią w ich przyrządzaniu, choć ostatnio zamieniam ulubioną lubellę (sprawdziłam, jest bezjajeczna), na makarony bezglutenowe jak ryżowy czy gryczany lub mniej zaglucone jak ten z mąki orkiszowej. Wieczorami pojawia się ryż, bo po węglowodanach dobrze się śpi.Majonezu nie używam, a śmietanę robię z przepisu Ali z Wegan Nerd.

Na stypie, albo na weselu możesz mieć problem znaleźć coś do jedzenia, bo Polacy wciąż celebrują mięśnie, ale można się do tego przyzwyczaić. W restauracjach coraz częściej pojawia się jakiś wybór, a od niedawna w Olsztynie jest bistro wegańskie ze świetnymi burgerami w wersji slow food. Gorąco Wam polecam Wegetujemy Bistro, dlatego, że jest tam naprawdę smacznie i dlatego, że nie chcę aby splajtowali, bo wreszcie jest gdzie zjeść na mieście.

A na koniec obiecana druga historia zdrowia dzięki kuchni roślinnej. Bogusia jest matką, żoną i blogerką, ale nie chce na razie dzielić się swoją tożsamością szczegółowiej, bo jest jej przyjemnie bez komputera ostatnio, a ja ją doskonale rozumiem, bo mi też tak ostatnio było. Poznajcie jej historię:

Od niedawna inaczej spędzam wieczory: zalewam orzechy wodą – rano zrobię z nich mleko roślinne. Obok stawiam ciecierzycę, do wody dodaję trochę sody – po ugotowaniu ulepimy z cieciorki pralinki. Sprawdzam, czy mam szpinak do zielonych koktajli i czy nie zabraknie kaszy jaglanej. Zmieniłam się – jak to wypomniała mi ostatnio znajoma. Rozmawiam już tyko o zdrowym jedzeniu. Nie jestem na żadnej diecie, nie lubię tematu diet. Odpycha mnie od tego wszystko, co zostało napisane o super dietach. Moją zmianę nazywam pasją. Albo: stylem życia, dzięki któremu znów wsiadłam na rower i przestałam z bólu chodzić po ścianach, co doskonale zrozumieją osoby, które – tak, jak ja – chorują na reumatoidalne zapalenie stawów.

Za pieniądze wydawane dotychczas na leki mogłabym kupić sobie dobry samochód. Lista ich skutków ubocznych brzmiała naprawdę groźnie. Gorzej, że leki mi nie pomagały. Słyszałam od lekarzy, że moja choroba jest po prostu agresywna.
Bezradność lekarzy, brak pomysłów na leczenie przeplatały się z moją niechęcią do wypróbowywania przedziwnych sposobów, które komuś pomogły: pestek moreli, soli złota lub jadu pszczelego. Sama nie wiem dlaczego wysłuchałam wywiadu z lekarką Edyta Biernat – Kałużą, która choruje podobnie do mnie i która zauważyła poprawę zdrowia po zmianie jedzenia: https://www.youtube.com/watch?v=NiTteZk2TN4
Spodobał mi się jej sposób opowiadania o jedzeniu. To była krótka decyzja: po obejrzeniu filmu natychmiast przestałam jeść produkty pochodzenia zwierzęcego oraz te z glutenem.

Dla zupełnego nowicjusza rzuconego na głębię warzyw i roślin strączkowych to było wyzwanie. Na szczęście internet okazał się prawdziwą skarbnicą past słonecznikowych, koktajli z pieczonych buraków i jaglanek.
Oprócz przepisów szukałam dobrych książek. Przeczytałam w tamtym czasie:
– „Zamień chemię na jedzenie” Julity Bator – o żywności przetworzonej. Od tej lektury zaczęłam czytać etykietki na produktach i przestałam kupować słodycze dla dzieci.
– „Historię wewnętrzną. Jelita – najbardziej fascynujący organ naszego ciała” – autorka Enders Giulia – bestseller z Niemiec – po tej książce zaczyna się uważniej przyglądać temu, co zostaje po wizycie w ubikacji 🙂
– i moją ulubioną, najlepszą i rzucającą na kolana: „Nowoczesne zasady odżywiania” Campbella – to książka zbierająca dane z różnych badań, które potwierdzają, że mleko i mięso mogły mi szkodzić. Autor zrównoważony, polecony mi przez Agnieszkę, autorkę blogu „Wali mi się dach”. Dzięki książkom nabierałam nadziei, że proces mojego zdrowienia nie jest przejściowy. Mogłam już mówić o zdrowieniu. Mijał kolejny miesiąc z nowymi przepisami z warzywami w roli głównej, a moje wyniki w morfologii były coraz lepsze. Osobną historię mógłby dopisać mój syn, też chorujący autoimmunologicznie. Jego wyniki zaskakują lekarzy, chociaż nie jest to całkowite wyzdrowienie.

Zmieniłam się, zmieniły się moje smaki, zmieniły się moje zakupy. Do domu przynoszę kapustę, brokuły i zieloną pietruszkę, orzechy oraz kasze – a dodatkową frajdę sprawia mi fakt, że mogę przywieźć zakupy na rowerze. Domownicy przyzwyczają się do tego, że jem inaczej. Niektórych nowych potraw chętnie spróbują, inne odrzucą. Ja swojego sposobu jedzenia już raczej nie zmienię -nie tęsknię za bólem i chorobą.

To, czy zdecydujesz się na dietę roślinną, Paleo, czy Ryśka Kalisza nie ma tak naprawdę znaczenia, jeśli podjąłeś tą decyzję świadomie. Jeżeli zadałeś/aś sobie trud, aby dowiedzieć się jaki wpływ ma odżywianie na nasze zdrowie, oraz jakie są argumenty za i przeciw, bo zawsze są za i zawsze są przeciw. Najgorszym co można zrobić to mieć w dupie to, co się wkłada do ust, a potem mieć pretensje do wszystkich dookoła z Bogiem na czele, że się jest chorym. Ale nawet kiedy zachorujesz, bo całe życie jadłeś fast foody, Bóg Cię kocha i chce żebyś był zdrowy, a co najważniejsze, ma moc uczynić Cię zdrowym, nawet wiedząc, że uzdrowiony znów pójdziesz do maka.

Mi rozumienie czym się karmię i czym karmię moją rodzinę daje poczucie, że szanuję życie, które mam i zdrowie, które mi dopisuje. Nie wiem, czy dieta roślinna jest najzdrowsza na całym świecie, choć dr Campbell tak twierdzi, ale wiem, że ja czuję się świetnie bez białek zwierzęcych. Psychicznie i fizycznie. Zdrowie gotowanie jest moją przyjemnością, taką samą jak bym szydełkowała, czy układała puzzle. Z tą różnicą, że każde moje małe dzieło i tak koniec końców będzie kupą. Ale za to jaką!

* ikona wpisu pochodzi z mojego foliaka (foliowej szklarni) z 2015 roku.

 

Reklamy

5 Comments

  1. Korbcia

    no, no, no :] całkiem dobrze koleżanka prawi o tej świadomości jedzenia… ja tam od czasu do czasu jakieś mięsko skubnę, natomiast przyznam szczerze, że lubię wiedzieć co jem i skąd to pochodzi 😀
    … extra fartuszek ogrodowy 😀

    Polubienie

  2. Agu

    A wiesz może, czy roślinki z warzywniaka są mniej chemiczne niż te supermarketowe?

    Polubienie

    • Wszystko zależy od tego, kto jest dostawcą warzyw. Jeden właściciel osiedlowego warzywniaka będzie szukał lokalnych producentów, a drugi pójdzie na łatwiznę i kupi warzywa w Makro. Trzeba pytać. Świat anonimowych ludzi i braku relacji trochę zabił w nas miastowych tą umiejętność, ale warto wrócić do korzeni i znać z imienia i nazwiska swojego sprzedawcę żywności. Powodzenia!

      Polubienie

  3. Kamila

    Mam ja Ci ziemię, no może nie prawdziwe morgi bo jakieś 5 ar ziemi… sadziłam, pieliłam, podlewałam… nie… moja ziemia mówi mi NIE ! trawiszcze tylko ją porastają. Ot, uparta 🙂

    Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.