Nie wali mi sie dach, bo go nie ma.

Aktualnie została tylko więźba dachowa, a to dlatego, że zabraliśmy się za naprawdę dachu. Trzeba będzie zmienić nazwę bloga.

W tym fachowcy są jednomyślni – zawsze należy zacząć remont od dachu. Więc i my od niego zaczynamy. Nie bardzo mogliśmy wybrzydzać jeżeli chodzi o pogodę, bo jak trzeba od czegoś zacząć to można albo zacząć, albo nie. Woleliśmy jednak zacząć i skończyło się to tak:

Po fali upałów podczas których walczyliśmy z pierwszym priorytetem – ogrodzeniem, do którego jeszcze wrócę w kolejnym poście, przyszła pora deszczowa właśnie w dniu, w którym zdjęliśmy dachówkę. Czy się tym martwimy? Nie. Przyjdzie lato, obeschnie co namokło. Dach musi być zrobiony i tyle. Przy okazji natomiast rozebraliśmy częściowo południową ścianę szczytową celem złapania cegieł trochę bardziej niż na ślinę, bo się jakby rozeszły były gdzieniegdzie.

Teraz porady od cioci Ady.

Dlaczego w ogóle rozebraliśmy ten dach. Bo dach jak panna młoda, czeka na to od dość dawna. Sam dach był o dziwo szczelny, ale więźba wymaga wymiany niektórych elementów. Tu warto wspomnieć dlaczego tylko niektórych. Na pierwszy rzut oka być może zdawać by się mogło, że większość elementów posiada jakieś defekty, ale w gruncie rzeczy nie wpływają one na ich użytkowość. Natomiast przedwojenna więźba dachowa ma to do siebie, że postoi dłużej niż współczesna i to dłużej licząc od dziś. Dawniej drewno na dom było najwyższej jakości. Chłop sam wybierał drzewa, których chce użyć i ścinał je właśnie wtedy, kiedy drewno będzie najtrwalsze czyli prawdopodobnie zimą. Chłop nie wybierał byle jakich drzew, ale te najlepsze, najgrubsze, najzdrowsze. Potem sezonował sobie to drewno, aż uzyskał materiał o jakim dziś możemy tylko marzyć. Dziś w tartaku kupujesz drewno, które jeszcze nie zdążyło się zorientować, że przestało być drzewem. W najlepszym razie dopłacisz za to, że poleży sobie w suszarni przez czas trwania przeciętnego turnusu w sanatorium i tam pokręci je wcześniej niż u Ciebie na dachu, co nie wyklucza tego, że na dachu dalej będzie je kręcić, tylko trochę mniej.

Z tego właśnie powodu warto zawalczyć o to, aby jak najwięcej oryginalnych elementów starej, sprawdzonej konstrukcji, która przetrwała już nie jedną wichurę, zostało na swoim miejscu. O tym jak my ratujemy naszą więźbę będzie w kolejnym poście. Na razie zostawiam Was ze zdjęciami tego co aktualnie widać na naszej budowie, bo zasypiam moi drodzy.

Fajnie, że jesteście tu ze mną po mimo tego, że nie błyszczę polotem ostatnimi posty.

Reklamy

2 Comments

  1. Kamila

    Przekładacie starą dachówkę, czy kupujecie nową? Zdecydowaliście się sami to ogarnąć czy korzystacie z usług fachowców? Tyle pytań, bo około 10miesięcy temu przeprowadziłam się z miasta do starej poniemieckiej leśniczówki, nie było tam wody ani prądu a i dach nieco dziurawy…staramy się większość rzeczy robić sami (po centralnych, chłopacy właśnie kładą płytki w kuchni), ale nie wszystko się da…A dach…dach właśnie przed nami!

    Lubię to

  2. Alicja

    ja jestem i bardzo się ciesze. Tak szczerze, to chciałabym mieszkać blisko i przychodzić pomagać. Jak to onegdaj bywało 😉

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.