Naprawa przedwojennej więźby dachowej.

My tu sobie do tej pory pitu pitu, aż tu nagle przyszedł czas na jakiś post o konkretach. Będzie zatem o naprawie starej więźby dachowej.

O tym dlaczego warto ją naprawić zamiast wymienić, przeczytacie w poprzednim poście.

Najważniejsze pytanie jakie należy sobie postawić to, czy jest jakieś otwarte wino, czy trzeba szukać korkociągu. Jak już na to pytanie będziemy znali odpowiedź, wystarczy sprawdzić w jakim stanie jest nasza stara, poczciwa więźba. Najpierw na tak zwane oko i wtedy albo będziemy musieli pójść po korkociąg, nawet jeśli było jeszcze jakieś otwarte wino, albo po piłę mechaniczną, żeby pociąć w równe sztabki i ułożyć blisko kotłowni. Na oko stara więźba nigdy nie będzie wyglądała dobrze. Ale dokładne oględziny, które są drugim etapem mogą nam poprawić stan wątroby, albo go jeszcze pogorszyć. Dokładne oględziny odbywają się przy pomocy narzędzi takich jak na przykład młotek z czubkiem i druciana szczotka.

stara krokiew

stara krokiew 2

Jak widać na powyższych zdjęciach, bywa, że stare, solidne drewno próchnieje. My mamy 3 pomysły na to, co z tym zrobić:

  • wzmocnić
  • wymienić spróchniały fragment
  • wymienić cały element

Żebyśmy się rozumieli, przedstawiam Wam schemat budowy więźby dachowej, podobnej w budowie do naszej, który nie jest mojego autorstwa, ale jest znaleziony na grafice google.

Wzmacniać planujemy niektóre krokwie, które na całej powierzchni mają spróchniałe fragmenty, ale środek elementu jest cały i zachował swoją wytrzymałość. Takie krokwie obłożymy z dwóch stron deskami o grubości 3,5 cm na całej, niewidocznej z zewnątrz długości (ponieważ krokwie schowają się nam pod dociepleniem poddasza), lub tylko do płatwi, w zależności od ich stanu.

W przypadku niektórych krokwi stosujemy metodę wymiany spróchniałego fragmentu, ale tyczy się to raczej dekoracyjnej końcówki krokwi, ponieważ tam na drewno najbardziej oddziaływały warunki atmosferyczne i ubytków jest najwięcej. W przypadku pozostałej części krokwi zazwyczaj albo cała kwalifikuje się do wymiany, albo wystarczy ją wzmocnić – jak wyżej. Znalazły się końcówki krokwi, które całe zostały wymienione i takie, które po oczyszczeniu z próchna zyskały nowy fragment. Końcówki płatwi albo zostały jak stały, albo zostały wymienione w całości.

Jeżeli chodzi o krokwie wymienione w całości, to na razie skończyło się na dwóch sztukach. Reszta nadaje się do wzmocnienia. Słupy są zdrowie, zaciosy/miecze też, płatwie częściowo do wzmocnienia, częściowo do pobłogosławienia i opicia, że nie trzeba się nimi martwić.

Na razie zajmujemy się zachodnią połacią, aby po wymianie i wzmocnieniu elementów konstrukcji móc odeskować całą naprawioną połać i pokryć papą, a dopiero wtedy zabrać się za drugą. Jest to konieczne ze względu na dość długi czas trwania prac i ryzyko wystąpienia opadów (o czym w poprzednim poście), których w nadmiarze nie chcemy przyjąć na chłonne ściany i strop.

Warto jeszcze wspomnieć o drewnie, którym naprawiamy dach. Jak pisałam w poprzednim poście, przedwojenne drewno ma o niebo lepsze parametry niż to co nam obecnie oferują tartaki, dlatego warto walczyć o naprawę, a nie wymianę więźby. Nie jesteśmy obecnie w stanie zapewnić sobie drewna tak wysokiej jakości jak dawni budowniczowie, więc jedyne co możemy, to zwrócić uwagę na to, aby bynajmniej nie było najgorszego sortu ;). Nam zostało sporo elementów konstrukcyjnych z rozbiórki budynku gospodarczego w siedlisku, o którym mogliście przeczytać TU. Dobre to drewno, bo kilka lat sezonowane w idealnych wręcz warunkach. Ale nie wystarczyłoby nam tego na naprawdę obu połaci. Nie mówiąc już o odeskowaniu całego dachu, bo deski ze stajni już w międzyczasie znalazły nową rolę. Martwiło mnie kupienie świeżego, majowego drewna. Nie chciałam tej wilgoci, która wychodziłaby zeń przez całe lato. Ale Bóg uśmiechną się do nas i rzekł – „Nie lękajcie się”. I dał nam przystęp nie tylko do siebie poprzez ofiarę Jezusa, ale i całą wywrotkę wysezonowanych przez 3 lata desek i kilka suchutkich krokwi. Jeśli nie wystarczy na cały dach, to dokupimy brakującą część z tartaku z suszarnią i będziemy mieli materiał, który na obecne realia jest bardzo dobry.

Odpowiadając na pytanie jednej z czytelniczek o moce przerobowe powiem Wam, że naprawą więźby zajmuje się u nas jeden człowiek o statusie niezastąpionego – Darek marynarz, z zamiłowania cieśla amator, amator ciesielki. Darek zajmuje się drewnem od kilku lat i jest po prostu pasjonatem, dlatego jest najlepszy. On przygotowuje elementy do wymiany i wzmocnienia. Pomaga mu Kamil – maturzysta, syn dekarza, który oczyszcza spróchniałe końcówki krokwi i służy siłą najmłodszych w ekipie mięśni.

Ekipa budowlana jest, ale nie jest to ekipa zorganizowana, a nieprzypadkowy zlepek różnych osobowości. Ekipa jest nieliczna, ale śliczna i bardzo sprawna. W następnym poście Wam ją przedstawię, jeśli chłopaki pozwolą, a jeśli nie, będzie o wybarwieniu drewna do starego domu, co okazało się dla mnie ciężkim orzechem do zgryzienia, choć myślałam, że w wybieraniu kolorów jestem już ekspertem.

Czy ten post Wam się na coś nada? Piszcie do mnie coś, bo ja do Was pisać nie mam zbytnio czasu teraz.

Reklamy

4 Comments

  1. Nie mogę się doczekać efektu końcowego – na pewno będzie powalający 🙂 Ale faktycznie – przedwojenne budownictwo było prawie pancerne 🙂

    Polubione przez 1 osoba

  2. Drewniane podpory dachowe powinny być co jakiś czas doglądywane i impregnowane odpowiednimi środkami !

    Lubię to

  3. Przyznam szczerze, że informacja o tym, że przedwojenne drewno jest w lepszym stanie niż dzisiejsze elementy tego typu naprawdę mnie zszokowała 🙂 To niesamowite! Powodzenia bo domek ma potencjał aby byc naprawde piękną konstrukcją 🙂

    Polubione przez 1 osoba

Możliwość komentowania jest wyłączona.