Śpieszmy się kochać lipiec, tak szybko mija…

To już połowa lipca? A ja byłam tu ostatnio pod koniec maja. I trochę się od tamtej pory wydarzyło. Szybki post zbiorczy, bo na rozważania Babci Gieni nie ma czasu.

Bardzo Was przepraszam za to, że nie piszę regularnie, choć wreszcie mam o czym. Prawda jest taka, że jak zwykle życie w realu wciągnęło mnie o wiele bardziej niż to wirtualne. Cieszy mnie nasze TU i TERAZ i nie mam ochoty siedzieć nosem w komputerze, więc go zwyczajnie nie odpalam. Poza tym w ciągu dnia nie mam czasu a wieczorami albo padam na twarz, albo łapię jedyne chwile z mężem, który ma o wiele bardziej remont na głowie niż ja, bo na razie dzieje się jego działka.

Czym obfitował czerwiec? Deszczem. Więc chłopaki walczyli z dachem.

Armagiedon pod plandeką. #zalewamisiedom #krasnalnaratunek #pogodabutelkowa

A post shared by Nowiccy (@wali.mi.sie.dach) on

 

zalany ganek

naprawa dachu

deskowanie dachu

I wywalczyli. Dach jest już wodoodporny. Wodoszczelny. Nieprzemakalny. Goratex.

zapapowany dach

A ta przyczepa na pierwszym planie nie przypadkowa, bo zwiastuje niewinną wycieczkę pod Szczecin i z powrotem, która wydarzyła się jakiś tydzień temu. Do naszej wesołej ferajny dołączył kolejny wesoły zwierz o aparycji pegaza i posturze leśnego elfa. Jest nim kuc o wdzięcznym imieniu Zuudwiek, który został przez swoją osobistą dziewczynkę do kochania nazwany Piorunem. Mały koń o wielkim sercu i harcie ducha, który zniósł 8 h podróż przyczepą jak stara kwoka jajko. Bez oporu.

Piorun

Jedną z głównych atrakcji czerwca było murowanie w wykonaniu mojego męża, który pogonił z budowy samozwańczego eksperta od łuków. Ekspert zażyczył sobie stawkę prezydencką i wymurował okno tak, że Nowicki je rozebrał i zabrał się za to sam, po czym odkrył, że murowanie go kręci.

Aktualnie może się Inwestor wykazać, bo właśnie skończył naprawiać łuk wewnętrzny (jest po 1 w nocy). W sumie od kilku dni murują wszyscy. Każdy jeden. Naprawiają łuki wewnętrzne i wzmacniają ściankę kolankową. Z skinieniem czarodziejskich 5 par męskich rąk zniknął również strop. Strop miał od góry: warstwę wylewki, polepę, zboże, deski. Zostały same belki, które wzmocnimy obustronnie grubymi deskami i na nowo zbudujemy na nich strop.

walimisiestrop

Nie walimisiedach, ale walimisiestrop. I też jest zajebiście.

Postaram się wrócić tu szybciej niż za 1,5 miesiąca. Zmotywujecie mnie jakoś? Sądzę, że najlepiej zadziała ślad Waszej obecności tu. Sprawdźmy to.

Reklamy

10 Comments

  1. Czekam na kolejne wpisy, oby pojawiły się szybko bo są świetne! Mam nadzieję że remont będzie waszym wielkim sukcesem i dacie radę. Powodzenia w dalszej pracy i wytrwałości 🙂

    Polubienie

  2. rakso

    wróć wróć wróć. cho jak nie piszesz to jestem przekonana, że praca wre. Z jednej strony ciekawość mą wpisami byś zadowoliła, ale wolę żeby remont pozwolił wejść do normalnej kuchni(żartuję tylko). długich bezdeszczowych dób życzę i oczywiście czekam na wieści w miarę Twych możliwości

    Polubienie

  3. Ania

    Dla zwykłej mnie warto zostawić slad na tym blogu częściej. Moim marzeniem jest odbudować taki stary dom. ALE chyba wciąż mam za mało wiary w siebie żeby zacząć. Uwielbiam obserwować innych rezultaty. Czytac opisy trudy i wpatrywać się w starość na zdjęciach, ktora dostaje druga szanse od losu. Najłatwiej jest wyrzucić lub zburzyć. Walczyć nie kazdy potrafi. Wiec wytrwałości bo robicie kawał dobrej roboty.

    Polubienie

  4. Dorota

    Życzę powodzenia 🙂 Czekam na kolejne informacje z budowy 🙂

    Polubienie

  5. Grzesiek

    No ja czekam Pani na każdy jeden wpis Zostałem pochłonięty i z ciekawością obserwuje poczynania 🙂 Brak mi tylko fotki tego dachu co to się już nie wali i jest nieprzemakalny 🙂

    Polubienie

    • No to ta z przyczepą na pierwszym pkanie:D. Jest goratexowa papa :D. Dachówki dopiero po naprawie stropu, żeby nie dociążać konstrukcji 🙂

      Polubienie

Możliwość komentowania jest wyłączona.