Zostawiam swoje sieci i ruszam w drogę.

Nie jest łatwo zostawić to, co już znasz, aby zacząć to, czego nie znasz w ogóle. Przestać robić to co umiesz, żeby rozpocząć podróż, której nie znasz zakończenia wydaje się być niedorzeczne. Wiem coś o tym, bo właśnie stanęłam przed taką decyzją.

Kiedy Jezus powołał swoich uczniów, oni byli zajęci budowaniem swojej przyszłości. Łowili akurat ryby, bo byli akurat rybakami. Z tego żyli, na tym się znali. Aby pójść za Jezusem musieli zostawić to, co było dla nich chlebem powszednim i pójść w nieznane. Za nieznajomym. Zostawi wynagrodzeni za to, że zaufali Bogu, choć jeszcze nie wiedzieli, że to Bóg.

Ja znam Boga. Po imieniu. Po ksywie. Znam się z Bogiem kilka lat, choć On zna mnie od założenia świata. Zna mnie po imieniu. I kilka dni temu zawołał do mnie, abym poszła za Nim. W moim sercu powiedział mi, że ma dla mnie drogę. Objawił mi co to jest za droga i obiecał mi coś, co pasuje do tego co obiecał apostołom, kiedy ich powoływał. Powiedział im wtedy, że jeśli pójdą za Nim, zostaną rybakami ludzi. Zastał ich z sieciami w rękach, więc musieli te sieci porzucić i odejść za Jezusem.

Ja aktualnie też mam w ręku sieć. Moją siecią jest ten blog. To miejsce na które mam swój pomysł i plan. To miejsce w którym mi wygodnie. Wiem, że umiem pisać i dlatego czuję się tu bezpiecznie. Buduję tu swoją „przyszłość”. I nagle w moim sercu Bóg pokazuje mi, że właśnie to muszę zostawić, abym mogła przeżyć drogę, którą On chce mnie poprowadzić.

Jeśli masz do wyboru być tym, kim Bóg chce żebyś był i tym kim ty chcesz być, to wiedz, że to czego ty chcesz dla siebie zawsze będzie kołem ratunkowym, a to co ma dla Ciebie Bóg jest taką torpedą, że wypadasz z kapci. Ale to nie jest łatwa decyzja. Bo żeby wskoczyć na torpedę musisz odrzucić koło ratunkowe. A wtedy polegasz wyłącznie na Nim. I o to chodzi.

Pewnie dla większości z Was będzie to niedorzeczna historia. Ale czuję, że jestem Wam winna słowo wyjaśnienia, choćby było dla Was największą abstrakcją.

Na serwerze wisi prawie gotowy post o wygłuszeniu stropu. Dom zaczyna nabierać rumieńców. Jestem już w trakcie projektowania wnętrza. Wszystko idzie w wymarzonym kierunku. Ja nie chcę stąd odchodzić. I nie jest to dla mnie łatwa decyzja. Ale wiem, że to jedyna słuszna. Bo kto zaufa, nigdy nie będzie zawstydzony.

W tym życiu nic nie jest stałe ani pewne, oprócz tego, że wszyscy umrzemy. Wolę swoje życie powierzyć Jedynemu, który może mi je dać na wieki, niż desperacko zabiegać o to, co i tak zniknie razem ze mną w dniu mojej śmierci.

Żegnam się z Państwem. Co zabawne, dokładnie w 2 rocznicę powstania bloga, z czego zdałam sobie sprawę pisząc teraz ten post.

Jeśli jeszcze nie znasz Boga, a chciałbyś poznać, polecam Ci zwrócić się do Niego prostymi słowami własnej modlitwy, w której zaprosisz Go do swojego życia. Jeśli słowa te wypowiesz w szczerości serca gwarantuję Ci, że On zmieni Twoje życie. Moje zmienił prawie 5 lat temu. O tym jakie było moje życie opowiadam w tym filmie, który dokładnie rok temu nagrałam wraz z moją przyjaciółką na hadziajstwie.

Ten post powisi sobie tu ze dwa tygodnie, aby każdy kto ma się na niego natknąć, natknął się. A potem zniknie blog, zniknie fanpejdż, zniknie Instagram. Na świecie zostanę ja i moja nowa droga. I życie w realu. Bez zbierania lajków i gromadzenia fanów. Proste życie w posłuszeństwie Temu, który mnie tu postawił.

Edit: Wzruszyliście mnie. Dogłębnie. Postanowiłam nie utylizować sieci, jak to ładnie porównała na fanpejdżu Krysia. Więc zostawię blog. Usunę tylko media społecznościowe. Ale wiem, że mając dostęp do tego miejsca będzie mi ciężko się od niego odciąć. To moje miejsce w sieci. Dobrze mi tu z Wami. Dlatego moja przyjaciółka zmieni za mnie hasło dostępu i schowa je głęboko przede mną. Blog powisi na tej domenie do lipca 2017 bo do tego czasu domena jest wykupiona, a potem zostanie pod domeną walimisiedach.wordpress.com . A ja kiedyś wrócę tu na chwilę i zostawię Wam namiary, jak można się ze mną spotkać w realu, gdyby ktoś z Was chciał. Może będzie to jakiś zlot życiowych outsiderów. A może zaproszę Was w gościnę na poddasze, które gościnne od początku być miało. Bo hadziajstwo to miejsce, w którym nie chcemy żyć zupełnie z dala od ludzi. Ale chcemy zapraszać ludzi do naszego świata. Trochę innego niż ten „na zewnątrz”.

Nazywam się Agnieszka Siudem-Nowicka i jestem z Kalwy. Może się kiedyś spotkamy.

Trzymajcie się.

Reklamy